Sztab Konrada Fijołka: znano każdy nasz krok
Kiedy w lutym zeszłego roku Tadeusz Ferenc niespodziewanie zrezygnował ze stanowiska prezydenta Rzeszowa, ruszyła wyborcza walka o najbardziej prestiżowy "stołek" w mieście. Pomimo, że Ferenc poparł oficjalnie Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości, do boju stanęli jeszcze Ewa Leniart - wojewoda podkarpacki, Grzegorz Braun, poseł Konfederacji i Konrad Fijołek, wychowanek Ferenca, wtedy wiceprzewodniczący Rady Miasta Rzeszowa. I to właśnie Fijołek wygrał wybory, w dodatku w pierwszej turze.
PRZECZYTAJ TEŻ: Wybory przedterminowe do parlamentu w czerwcu 2022 roku? Na Podkarpaciu PiS szuka już miejsc na wyborcze banery
Wydawać by się mogło, że walka o fotel prezydenta, to wymiana poglądów, planów na rozwój miasta, szukanie nowych inicjatyw. Teoretycznie tak to wyglądało, ale praktycznie sztab Fijołka nie miał łatwo...
- Znano każdy nasz krok. To nie mógł być przypadek
- informuje nasz rozmówca, który był blisko sztabu wyborczego Konrada Fijołka.
Wtedy jeszcze nie podejrzewali, że mogą być inwigilowani Pegasusem
Na początku kampanii sztab Konrada Fijołka podejrzewał, że wśród siebie mają tzw. "kreta". Rozglądano się, kto mógł nim być. W pewnym momencie - jak mówi nam nieoficjalnie nasz rozmówca - zapaliła się czerwona lampka. Natychmiast podjęto decyzję o zaprzestaniu rozmów telefonicznych dotyczących kampanii.
- Ograniczono rozmowy telefoniczne, spotykano się na żywo
- mówi o pracy sztabu nasz rozmówca.
Każdy następny dzień kampanii wyborczej Konrada Fijołka, miał utwierdził sztabowców, że rzeczywiście mogli być podsłuchiwani. Wtedy jednak nikt nie podejrzewał, że mógł to być system Pegasus - szkodliwe oprogramowanie instalowane na telefonach, śledzące każdą czynność ich użytkowników.
Kto kogo mógł podsłuchiwać?
Osoby związane z Konradem Fijołkiem dziś nie wykluczają ewentualności, że właśnie poprzez Pegasusa, inwigilowano dzisiejszego prezydenta Rzeszowa. Zdaniem naszego rozmówcy, każdy krok sztabu Fijołka, znany był konkurencji.
Komentarz Konrada Fijołka, prezydenta Rzeszowa.
Ostatnie doniesienia Citizen Lab, kanadyjskiej firmy badającej wątki inwigilacji na świecie, mówią o zhakowaniu w Polsce telefonów minimum trzech osób: senatora Krzysztofa Brejzy, byłego szefa kampanii wyborczej Koalicji Obywatelskiej, adwokata Romana Giertycha i prokurator Ewy Wrzosek. Sama Wrzosek złożyła nawet w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury, ale ta odmówiła śledztwa. Polski rząd stanowczo dementuje informacje, że jest w posiadaniu tego oprogramowania.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.