Reklama

Konflikt na Ukrainie. Jakub Kopyto o trzech tezach ataku Putina, skutkach i konsekwencjach

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Komentarz Tekst ten powstaje być może chwilę przed wybuchem realnego konfliktu zbrojnego między Ukrainą a Rosją, ale równie dobrze może do niego nie dojść, choć coraz więcej pojawia się sygnałów z wiarygodnych źródeł, które informują o nowych ruchach wojsk rosyjskich przy granicy z państwem Ukraińskim, że jednak do wojny dojdzie. W dzisiejszym tekście bardziej skupię na potencjalnych kierunkach tego ataku i skutkach oraz jego konsekwencjach długoterminowych.

Trzy kierunki ataku

Niedawno mogliśmy usłyszeć w mediach, że Rosjanie zaczęli wycofywać swoje wojska, gdyż ćwiczenia, które prowadzili, powoli dobiegają końca. Ta informacja szybko została zdementowana przez Służby Ukrainy czy też USA, a potwierdzeniem ich informacji są zdjęcia satelitarne, z których bardzo wyraźnie wynika, że Rosja nie zmniejszyła, a wręcz powiększyła swoje wojska i znajdują się one coraz bliżej granic, a ostatnie wiadomości informują o powstaniu małej bazy dla śmigłowców Mi-8 (średnie śmigłowce transportowe) i Ka-52 (śmigłowce szturmowe) we wsi Ziabrauka, która w linii prostej od granicy ukraińskiej jest oddalona o około 20 kilometrów. W ostatnich dniach mogliśmy również usłyszeć o bardzo dużej eskalacji starć zbrojnych w Doniecku i Ługańsku, czyli terenach kontrolowanych przez de facto Rosję, a oficjalnie przez samozwańczych przywódców. Przedstawiciele tych samozwańczych republik oskarżają Ukrainę o bezpodstawne użycie siły i wrogie zamiary. Wobec tego można zauważyć, że Rosja prowadzi bardzo wyraźną grę dezinformacyjną, która jednak w mojej ocenie nie osiąga tego, co zamierza, czyli jak największy chaos informacyjny. Według najnowszych informacji wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą na ten moment jest od 160 do 200 tysięcy żołnierzy. Pisząc podobny tekst, około dwóch tygodni temu, liczba żołnierzy wynosiła mniej więcej od 140 do 160 tysięcy, a więc ich liczba ciągle rośnie.

Nadal uważam, że istnieją trzy najbardziej wiarygodne i możliwe kierunki ataku, ponieważ w grę wchodzą tutaj przede wszystkim czynniki ukształtowania terenu, o których napiszę później. Te trzy kierunki inwazji to są:

  1. Front białoruski (ja tak to nazywam) czy też po prostu północny. Atak ten jest bardzo prawdopodobny, gdyż z północy jest najbliżej do Kijowa z granicy białorusko-ukraińskiej i rosyjsko-białoruskiej. Zajęcie stolicy i pozbawienie armii decyzyjności jest kluczowe dla sukcesu operacji zbrojnych. Jest to również element propagandy, że jeśli stolica upadła to reszta kraju również może łatwo upaść, wówczas morale żołnierzy czy ludności cywilnej bardzo szybko słabnie.
  2. Front wschodni, czyli głównie atak z użyciem lub tylko wsparciem sił samozwańczych republik Donieckich i Ługańskich i parcie sił rosyjskich na Dniepropietrowsk czy Zaporoże, czyli miasta położone nad rzeką Dniepr. W ten sposób front wschodni może połączyć się z wojskami frontu północnego, przy okazji próbując zająć miasta takie jak Połtawa czy Charków, choć pojawiają się informację, że Rosja nie chce przejmować dużych miast, gdyż do tego trzeba ogromnej liczby żołnierzy.
  3. Trzecia opcja to front krymski z dodatkowym użyciem sił morskich. Front ten atakujący od południa przede wszystkim zajmowałby źródła dostępu do wody pitnej dla Półwyspu krymskiego i może połączyć się z frontem wschodnim.
Atak z trzech stron byłby niezwykle brutalny, gdyż siły ukraińskie są rozproszone, a wydaje się, że właśnie o to Rosji chodzi.

Putinowi nie uda się zająć całej Ukrainy

Nadal jednak uważam, że mimo niekorzystnych dla Ukrainy warunków jej pełne zajęcie przez Rosję, a nawet niemalże połowy jej terytorium jest niemożliwe z kilku powodów.

Po pierwsze Ukraina to drugi kraj w Europie pod względem wielkości. Jest prawie dwa razy większa niż Polska, a ogromnych przestrzeni nie sposób kontrolować. Do tego dochodzą kwestie utrzymania kontroli nad miastami, strategicznymi punktami itd.  

Największymi naturalnymi przeszkodami na Wschód od Dniepru są nie góry, gdyż teren jest stosunkowo „płaski”, ale ogromne stepowe i bagienne ziemie, które dla ciężkiego sprzętu są trudne do przebycia i mogą się zwyczajnie zakopać. Trzeba pamiętać, że tam nie ma tak dużej ilości dróg, dlatego Rosjanie ćwiczyli odkopywanie czołgów z bagnistego terenu.

Po trzecie to sama rzeka Dniepr, która jest jedną z większych rzek w Europie. Przecina ona Ukrainę prawie na dwie połowy, a nad nią leży również po obu stronach Kijów. Przeprawa przez nią jest niezwykle trudna, gdyż na całej jej długości znajduje się 20 mostów (jeśli dane są aktualne), a jak wiadomo, nie każdy wytrzyma wielki ciężar czołgów czy innych pojazdów opancerzonych, więc ta liczba spada. Czołg podstawowy T-90 oficjalnie waży ponad 46 ton! Rosjanie również ćwiczyli budowę mostów i szybkie przeprawy swoim sprzętem przez nie. Problemy logistyczne z tym związane są niezwykle trudne i potrzeba dobrze wyszkolonej kadry, która sobie z nimi poradzi.

Po czwarte i moim zdaniem wciąż najważniejsze – dzisiejsza Ukraina to zupełnie inne państwo niż jeszcze siedem lat temu. Od aneksji Krymu ukraińska armia oczyściła się z rosyjskich szpiegów (oczywiście pewnie nie w 100%), ale jest dobrze uzbrojona,
a ostatnie tygodnie to praktycznie most powietrzy nowego uzbrojenia z krajów NATO przede wszystkim i morale żołnierzy, które zdaje się być na wysokim poziomie. Ukraińcy dziś mają poczucie, że muszą walczyć za swój kraj. Do tego dojdą kwestie potężnych sankcji politycznych i gospodarczych uderzające w Rosję, jej elity i samo coraz bardziej zubożałe społeczeństwo.

Władimir Putin zapewne liczył, że świat Zachodu zignoruje Ukrainę i on sam będzie mógł robić tak naprawdę, co będzie chciał, ale nie wziął pod uwagę tej kwestii, że jednak Zachód będzie bardzo mocno zjednoczony, oraz że tak naprawdę stracił Ukrainę nie tyle jako państwo, co jej obywateli! Mentalnie Ukraińcy są bliżej Zachodu i chcą być jego częścią, co potwierdzają liczne wywiady polityków czy komentarze zwykłych ludzi. Tereny na Zachód od Dniepru są zdecydowanie proeuropejskie, co pokazują liczne badania opinii publicznej.

Sankcje polityczne i gospodarcze

Teraz dochodzimy do sytuacji, w której rzeczywiście dochodzi do konfliktu zbrojnego. Uważam, że mimo coraz lepszego uzbrojenia armii ukraińskiej to nadal przewagę, zarówno logistyczną, transportową itp. ma Rosja. Pytanie jest takie – jak bardzo dobrze albo źle walczyć będą Ukraińcy, a jak dobrze albo źle Rosjanie? Jak wiemy, Zachód nie wyśle swoich żołnierzy, bo Ukraina w NATO nie jest, ale sprzęt jak najbardziej, co robi od dłuższego czasu. Czy to będzie miało kluczowe znaczenie dla powodzenia operacji zbrojnej, którejś ze stron? Na pewno tak, ale niezależnie od tego czy Rosja wygra, czy też nie dojdą do tego potężne sankcje gospodarcze oraz polityczne. Jak wiemy, sankcję mogą dotknąć rosyjskich oficjeli mających swoje majątki, takie jak jachty czy apartamenty na Zachodzie. Przykładem może być Siergiej Ławrow, który ma apartament w centrum Londynu, a co ciekawe ze swojej pensji Ministra Spraw Zagranicznych nie byłby w stanie kupić sobie takiej nieruchomości. Innym przykładem może być pośpieszne zabranie jachtu z portu w Hamburgu należącego do prezydenta Rosji. Sankcje mogą też dotyczyć dzieci oligarchów rosyjskich, które uczą się na zachodnich uczelniach i pozbawiłoby je możliwości dalszej nauki czy nawet przebywania na terytorium danego państwa, a o tym wprost mówi się już w mediach na całym świecie. Elity Rosji najbardziej obawiają się utraty swoich majątków i wpływów w świecie Zachodu.

Do tego dochodzą niezwykle ciekawe słowa prezydenta Finlandii Niinisto, który mówił w jednym z wywiadów, że jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę, to jego kraj będzie chciał dołączyć do NATO. Tak, więc granica NATO zbliża się do Rosji po raz kolejny, a ona sama zyskuje na południu pewne, być może zdobycze terytorialne, ale traci bardzo cenny dla niej strategiczny punkt na północy, ponieważ Zatoka Fińska od południa jest kontrolowana przez Estonię, a od północy przez Finlandię. Wtedy „Okno na Europę”, którą jest miasto Petersburg, traci bezpieczny szlak swojej Floty Bałtyckiej! Sankcje gospodarcze pchną bez wątpienia Rosję w stronę Chin, a więc moim zdaniem Rosja może stracić nawet wyraźny jeszcze status drugiego mocarstwa świata na rzecz Chin! Państwo Środka gospodarczo coraz bardziej się umacnia, ma coraz większe zapędy militarne, szczególnie w kwestii Tajwanu, a jak wiemy z Rosji już w tym momencie „odpłynęło” 13 mld dolarów, a jeszcze nie doszło do żadnych starć. Władimir Putin wpadł we własną pułapkę i musi teraz wyjść z niej z twarzą, zwłaszcza, że ma świadomość, jak bardzo gospodarczo uderzy w to i tak kulawą gospodarkę Rosji, która jest niewiele większa od hiszpańskiej.

Co się stanie, jeśli Rosja nie zaatakuje Ukrainy?

Jeśli jej terytorium nie zostanie naruszone w żaden sposób? Zatem po co ta gra była potrzebna Putinowi? Czy chciał tylko sprawdzić Zachodni świat? Prężenie muskułów przed własnym narodem lub resztą świata może mieć poważne konsekwencje, a przegrana nie wchodzi w grę. Rosjanie potrafią wiele wybaczyć swojemu przywódcy, ale nie gdy przegra...

 

Jakub Kopyto - politolog zajmujący się kwestiami bezpieczeństwa narodowego i geopolityki.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zaloguj się aby otrzymać dostęp do treści premium

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy