Reklama

Ostatnie granie w 2021 roku. Piłkarze ręczni ORLEN Upstream SRS Przemyśl przegrali z Handball Stalą Mielec [ZDJĘCIA]

Opublikowano: czw, 23 gru 2021 19:00
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Towarzyski mecz pomiędzy czwartą ekipą Ligi Centralnej, czyli ORLEN Upstream SRS Przemyśl, a 13. zespołem PGNiG Superligi, czyli Handball Stalą Mielec, obwołany został nieco humorystycznie spotkaniem o "mistrzostwo Podkarpacia". Zawodnicy obu ekip nie odpuszczali, choć był to sparing i finał grania w 2021 roku.

Na parkiecie w Przemyślu wcale nie było luźnego grania. Ta potyczka była bardzo potrzebna mielczanom, którzy ostatnio przeszli małą rewolucję kadrową. Przyjechali do Przemyśla w niemal optymalnym składzie. W niemal, bo bez chorwackiego obrotowego Antonio Pribanicia i rozgrywającego Bartosza Wojdaka. W ostatnim superligowym spotkaniu pokonali u siebie Grupa Azoty Unię Tarnów 28:26, przemyślanie zaś wygrali z KPR-em Legionowo 33:28.

Między ekipami jest klasa różnicy, ale kompletnie nie było tego widać na parkiecie. Trudno jednoznacznie stwierdzić na jakim procencie powagi i możliwości grali podopieczni Rafał Glińskiego, ale patrząc na zaciętość, pewien pierwiastek agresji i irytację po nieudanych zagraniach, można mniemać, że rezerw pozostało im niewiele. Te za to z całą pewnością mieli gospodarze - ORLEN Upstream SRS Przemyśl. Także grali jak najbardziej poważnie, ale nie pieścili tak akcji jak w pojedynku z legionowianami. Było blisko niespodzianki.

W pierwszej połowie ORLEN Upstream SRS był lepszym zespołem. Wśród gości wiele minut otrzymali nominalni gracze rezerwowi, ale po stronie przemyślan także prym wiedli juniorzy, czyli Kacper Kielar i Kamil Guzdek. W ogóle nie pojawił się na parkiecie Tomasz Kulka. Najwyżej gospodarze wygrywali w 11. minucie po bramce Szymona Światłowskiego (7:4). Dawid Ruhnke doprowadził do jednego z nielicznych w tych 30 minutach równowag – 9:9, ale dwoma szybkimi trafieniami odpowiedział mu Kielar.

Na drugiej połowę trener Gliński desygnował wszystko co miał najlepsze. W pewnym momencie wydawało się, że tym manewrem pozamiatał. Mielczanie zaczęli grać szybciej, skuteczniej i agresywniej w obronie. Dzielił i rządził na rozegraniu Białorusin Dzianis Wołyncew. To po jego bramce Handball Stal prowadziła już 17:21 i można było odnieść wrażenie, iż zacznie odjeżdżać gospodarzom.

Ale zastopował ich Paweł Stołowski razem z Guzdkiem. Na kwadrans przed końcem był remis 21:21, a w 57. minucie ORLEN Upstream SRS odzyskał prowadzenie. Było 25:24. Goście wyrównali, a potem oba zespoły trafiły po razie. Było 26:26. Piłkę meczową mieli gospodarze. Znakomitym wjazdem na 8 sekund przed finałem w strefę gości popisał się Dutka, ale Dawid Dekarz wykazał się kapitalną interwencją. Piłkę przejęli mielczanie, w kontrze faulował Guzdek i rozległa się końcowa syrena. Tyle, że arbitrzy słusznie podyktowali rzut karny. Na linii 7 metrów stanął Grzegorz Sobut i pewnym rzutem pokonał Grzegorza Barnasia. Supeligowiec okazał się lepszy.

ORLEN Upstream SRS Przemyśl – Handball Stal Mielec 26:27 (13:12)

ORLEN Upstream SRS: Barnaś, Sar, Iwasieczko – Kielar 5, Walczyk 2, Guzdek 5, K. Kroczek 1, Mochocki 2, Stołowski 7, Kipp 1, M. Kroczek 0, Dutka 1, Krytski 1, Kubisztal 1, Światłowski 1.

Handball Stal: Dekarz, Procho – Wilk 2, Monczka 0, Sobut 3, Ruhnke 7, Nowak 0, Misiejuk 3, Graczyk 1, Volyncev 3, Smolikov 3, Osmola 2, Krupa 1.

Sędziowali: Maciej Karwowski i Mirosław Kowalski (obaj z Przemyśla). Kary: ORLEN Upstream SRS – 0 min; Handball Stal – 4 min. Czerwona kartka: Guzdek (60. – faul). Widzów: 100.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zaloguj się aby otrzymać dostęp do treści premium

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.