Reklama

Torturowali, bili, wymuszali pieniądze. Historia o dwóch bandziorach, których bało się Podkarpacie [ZDJĘCIA]

Opublikowano: 25 lutego 2021 15:00
Autor: Grzegorz Lipiec

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

historie-kryminalne Duet Antoni Byk i Władysław Maczuga przez kilka lat terroryzował Podkarpacie, sprytnie wymykając się funkcjonariuszom Policji Państwowej. To historia o tym jak wyglądał półświatek przestępczy w dwudziestoleciu międzywojennym.

Kim są główni bohaterowie naszej opowieści? Tak dwóch bandziorów scharakteryzowany w listach gończych. Władysław Maczuga, lat 22, szczupły, 171 cm wysoki, twarz blada, długa i szczupła, włosy blond, oczy niebieskie. Pochodzący z Rozborza, pow. Przeworsk. Antoni Byk, lat 30, 162 cm wysoki, włosy ciemne, twarz podłużna, cera blada, oczy piwne duże, gęste brwi, nos długi, na lewej stronie głowy blizna. Pochodzący z Trzciany, pow. Rzeszów.

CZYTAJ TAKŻE:

ZŁODZIEJE I WŁAMYWACZE Z PODKARPACIA. SZUKA ICH POLICJA>>

To właśnie ta dwójka terroryzowała Podkarpacie w latach 30-tych dwudziestego wieku! Kiedy Polska dopiero co odzyskała niepodległość, mozolnie wychodziła z gospodarczej zapaści niektórzy szukali sposobu na życie w rozbojach, gwałtach, oszustwach i wymuszeniach. Byk i Maczuga mający na swoim koncie kilka morderstw, w tym zabicie policjanta, brutalnych napadów i gwałtów, stali się wrogami publicznymi, ściganymi w całej Polsce południowo-wschodniej. Za ich głowy wyznaczono pokaźne nagrody. Najpierw były to 500 złotych, później dodatkowe 2000 złotych zaoferowali starostowie najbardziej zagrożonych powiatów: rzeszowskiego, łańcuckiego, przeworskiego i jarosławskiego. Na owe czasy była to zawrotna suma pieniędzy!

Ich przestępcze życie doprowadziło do wspólnego spotkania w murach rzeszowskiego więzienia. Wiedzieli, że sa swoje dotychczasowe czyny: Maczuga zabił 72-letniego proboszcza Józef Chmurowicz z Przybyszowa w trakcie napadu na plebanię, a Maczudze przypisywano już w młodości udział w tajemniczych morderstwach w okolicy miejscowości Trzciana, spotka ich kara śmierci. Razem postanowili uciec!

Oczywiście ta sztuka im się udała, a sama ucieczka wyglądała tak: 31 grudnia 1933 roku podczas porannego spaceru, wykorzystując nieuwagę lub obezwładnienie strażnika, obaj przedostają się przez drut kolczasty i wysoki mur otaczający podwórze więzienne, potem pokonują wpław Wisłokę. Pilnujący ich strażnik, jak donosiła prasa, miał ze strachu zaniemówić i dopiero po chwili wszcząć alarm - za to stracił swoją posadę.

CZYTAJ TAKŻE:

HISTORIE KRYMINALNE NA KORSO24.PL>>

Tak zaczyna się psychoza. Mieszkńcy okolicznych miejscowości żyją w strachu, a Byk i Maczuga szybko pokazują, co teraz będą robić!

Przestępcy dokonali mordu rabunkowego koło Jarosławia, po czym zbiegli na teren Drohobycza, gdzie z kolei sterroryzowali kierownika miejscowej szkoły kradnąc 700 złotych, rewolwer i dubeltówkę. Najbardziej okrutnej zbrodni dokonują w lutym 1934 roku. Podczas napadu rabunkowego w Błażowej koło Rzeszowa mordują 3-osobową rodzinę Herzbergów. W Stadlach Szklarskich zmaltretowali kierowniczkę szkoły zabierając jej 250 złotych. Napadli na stację kolejową Trzcianie i tam w strzelaninie śmiertelnie ranili komendanta miejscowego posterunku Feliksa Lewandowskiego.

Reporter „Tajnego Detektywa” brał udział w obławie w Grzegorzówce koło Hyżnego w kwietniu 1934 roku, gdzie Byk i Maczuga ukrywali się u zaprzyjaźnionych gospodarzy. Udało im się umknąć ciężko raniąc przy tym policyjnego wywiadowcę Franciszka Wasilewskiego, któremu musiano amputować nogę. Antoni Byk w czasie ucieczki został raniony w obojczyk i rękę.

Aż w końcu. 18 lipca 1934 roku wywiadowcy policyjni ustalili, że przestępcy mogą pojawić się w Rozborzu, rodzinnej miejscowości Maczugi. To był początek końca koszmaru przestępczej działalności Byka i Maczugi. Policjanci zasadzili się na nich koło jednej ze stodół, z której po kilkugodzinnym wyczekiwaniu wyszedł Byk. Kiedy policjanci usłyszeli kroki bandziora, zagrodzili mu drogę. Doszło do strzelaniny, w trakcie której Antoni Byk zginął na miejscu, trafiony sześcioma policyjnymi kulami. Władysławowi Maczudze udało się zbiec.

CZYTAJ TAKŻE:

URZĄDZILI SWOIM BLISKIM PIEŁKO. SZUKA ICH POLICJA>>

Szczęście w końcu skończyło się także i Maczudze. Złapany przez policję ukrywał się pod psią budą! Proces toczył się 10 i 11 grudnia 1934 roku w rzeszowskim sądzie i wzbudził ogromne zainteresowanie mediów i społeczeństwa. Na salę rozpraw wpuszczano wyłącznie za okazaniem specjalnych przepustek. Przestępca został skazany na karę śmierci przez powieszenie. Maczuga nie miał zamiaru tak kończyć i decyduje się na ucieczkę.

7 stycznia 1935 roku Maczuga zginął. Poniżej opis z gazety „Tajny Detektyw”.

"W mieszkaniu znajdowała się tylko żona naczelnika, która usiłowała wszcząć alarm. Bandyta jednak błyskawicznie zorjentował się w sytuacji i wybiwszy szybę w oknie, wyskoczył na podwórze więzienne, które całe przebiegł, aż do narożnika, znajdującego się u zbiegu ulic Szopena i Zamoyskiego. Tu zdołał w niewytłumaczony sposób przedostać się przez mur więzienia, wysoki na sześć metrów i zbiegł przez ul. Zamkową na Podzamcze. Tymczasem zaalarmowana straż więzienna rozpoczęła wraz z przechodniami pościg za Maczugą. Mimo kilkakrotnego wezwania bandyta nie stanął, lecz dalej uciekał. W pewnym momencie wdrapał on się na kiju i przeskoczył przez płot realności dra Dzierżyńskiego, chcąc w ten sposób przedostać się na ulicę Kraszewskiego. Tam jeden ze strażników zabiegł mi drogę i strzelił do uciekającego, trafiając go w rękę. Maczuga cofnął się i usiłował wtargnąć przez wybite okienko do piwnicy realności dra Przysłupskiego. Wtedy drugi strażnik, który nadbiegł z przeciwnej strony domu strzelił do bandyty, trafiając go w krzyże. Kula przebiła kręgosłup i utkwiła w żołądku. Ciężko rannego przewieziono natychmiast do szpitala więziennego i poddano operacji (…)”.

Tak zakończył się krwawy popis dwóch bandziorów, których bała się cała Rzeszowszczyzna. Po latach zostały tylko opowieści i piosenka nucona przez osoby z półświatka: "To opowieść o Maczudze sławnym zabijaczu/ Niejeden bogacz głośno mu sobaczył/ I choć kula zabiła jego druha Byka/ On się glinom długo z rąk wymykał/ Nie zdechł na szubienicy, bo był honorowy/ Więc schylmy koledzy wszyscy przed nim głowy."

Źródła: „Tajny Detektyw”, policja.pl. Fotografie: NAC, POLONA, Miesięcznik „Tajny Detektyw”; Dziennik "Siedem Groszy"; "Express Poranny Ziemi Grodzieńskiej"; Dziennik "Chwila".

Chcecie się dowiedzieć więcej. Polecamy Kryminatorium - podcast kryminalny:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (2)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 2 miesiące temu | ocena +0 / -0

    jan

    Z Przybyszowa , to może autor ma inną mapę bo ja wiem że z Przybyszówki.Vbb ma całkowitą rację!

  • 2 miesiące temu | ocena +0 / -0

    Vbb

    Gramatyka i ortografia woła o pomstę do nieba! Tego się nie da czytać!