Reklama

Masakra w Grabinach. Szpital wiedział o psychozie mordercy, ale go nie przyjął

Opublikowano: pt, 30 sie 2019 10:39
Autor:

Masakra w Grabinach. Szpital wiedział o psychozie mordercy, ale go nie przyjął - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości O tym bulwersującym i przypadkowym morderstwie pisaliśmy kilka dni temu. Zabójca usłyszał zarzuty, zrozumiał, o co został oskarżony, ale współpracował nie będzie. Kilka dni temu był zatrzymany przez policjantów i dwukrotnie odwieziony do szpitala psychiatrycznego, lecz nie został przyjęty. Kim jest? Co o nim wiemy?

Prokuratura ze szczegółami opisała całe wydarzenie i zdradziła, kim jest podejrzany o zabójstwo. Miał wcześniej problemy z prawem, nie tylko w Polsce. Policja podejmowała również dwukrotnie próby pozostawienia go w szpitalu psychiatrycznym, ale ten go nie przyjął. Gdyby szpital podjął się leczenia 29-latka, czy uniknięto by tej przypadkowej, bezsensownej śmierci mieszkańców powiatu dębickiego?

Tomasz B., 29-letni mieszkaniec Cmolasu w powiecie kolbuszowskim pojawia się w Grabinach, 60 km od domu. W samych majtkach. Co tam robił? Był tam nie przypadkiem, za to zupełnie przypadkowa była śmierć człowieka. Zupełnie niepotrzebna i do uniknięcia.

Gdyby nie świadek, wiele wątków masakry mogłoby nie ujrzeć światła dziennego. 25 sierpnia zgłosił on, że młody, półnagi mężczyzna, ubrany jedynie w bokserki, stoi nad leżącym mężczyzną z zakrwawioną głową.

 

- Mężczyzna ten widząc, iż funkcjonariusze zmierzają w jego kierunku odwrócił się i zaczął biec. Po chwili zaniechał ucieczki, skierował się w stronę policjantów, rozkładając jednocześnie ręce do góry. Po czym rzucił w kierunku funkcjonariuszy Policji cegłówkę, którą trzymał w jednej z rąk. W związku z tym, iż mężczyzna ten nie stosował się do poleceń funkcjonariuszy Policji, stawiał opór i był bardzo agresywny zastosowali oni wobec niego chwyt obezwładniający i obalili go na ziemię. Pomimo dokonania zatrzymania jego osoby i skucia w kajdanki w dalszym ciągu wyrywał się, szarpał i nie reagował na wezwania do zachowania zgodnego z prawem

- opisał zdarzenie prokurator.

Niedaleko od miejsca zatrzymania leżały zwłoki innego mężczyzny. Kilkadziesiąt metrów od tego miejsca należący do niego rower. Zakrwawione zwłoki mężczyzny nie miały czoła, ani oczodołów. Ciosy zostały zadane odnalezioną w pobliżu metalową rurką, służącą do przywiązywania wypasanych krów.

- Zatrzymany Tomasz B. na ciele miał zadrapania i siniaki, a od pasa w dół schlapany był krwią z rozbryzgu - to świadczyło ewidentnie, że właśnie on mógł dokonać tej zbrodni.

Badanie alkomatem wykazało, że nie był pod wpływem alkoholu. Podczas przesłuchania powiedział, że nie chce wypowiadać się na temat tego, czy przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów, czy też nie i skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań.

 

27 sierpnia prokurator przedstawił Tomaszowi B. dwa zarzuty.

- Tomaszowi B. zarzuca się dokonanie 25 sierpnia w Grabinach (przysiółek Rędziny) zabójstwa 65-letniego mieszkańca powiatu dębickiego, poprzez wielokrotne zadawanie mu uderzeń metalową rurką w okolice głowy, czym spowodował u niego obrażenia ciała skutkujące jego zgonem oraz stosowanie w tym samym miejscu i czasie przemocy fizycznej wobec interweniujących funkcjonariuszy Policji w postaci wyrywania się, szarpania i rzucania kamieniami w ich kierunku w celu zmuszenia ich do zaniechania prawnie podjętych czynności służbowych, polegających na zatrzymaniu jego osoby

- poinformował Artur Grabowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

Podejrzany odmówił podpisania postanowienia i protokołu jego przysłuchania. Oświadczył, że rozumie treść zarzutów, ale się do nich nie ustosunkuje. Tego samego dnia został aresztowany na 3 miesiące. Za zbrodnię o która jest podejrzany grozi mu nawet dożywocie.

Okazuje się, że to nie był jedyny występek 29-latka. Był on notowany w związku z przestępstwami na terenie Francji, gdzie odbywał kilka miesięcy kary pozbawienia wolności za kradzieże. Był także karany na terenie Niemiec za przestępstwo dotyczące nadużyć finansowych w zakresie świadczeń publicznych. Ale nie to jest najgorsze. Bo tragedii prawdopodobnie można było uniknąć.

 

23 sierpnia Tomasz B. przebywał w dębickim „parku stomilowskim”, gdzie miał zaczepiać bawiące się tam dzieci.

- W związku z tym, iż w czasie podjętej wobec niego interwencji Straży Miejskiej, a następnie Policji zachowywał się irracjonalnie i mówił sam do siebie, został w asyście Policji przetransportowany karetką pogotowia do Szpitala Psychiatrycznego w Straszęcinie, gdzie nie został przyjęty w stan chorych i skierowany do przeprowadzenia badań podstawowych na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Szpitala Powiatowego w Dębicy

- opisał zdarzenie rzecznik okręgówki, zaznaczając, że po próbie na zawartość w jego organizmie marihuany, okazało się, że jest on pod wpływem narkotyku.

- Tomasz B. został ponownie przetransportowany do Szpitala Psychiatrycznego w Straszęcinie, gdzie pomimo stwierdzenia u niego podejrzenia psychozy ponownie nie został przyjęty i ponownie przewieziony na Szpitalny Oddział Ratunkowy Szpitala Powiatowego w Dębicy celem wykonania badania tomografii głowy

- poinformował Artur Grabowski.

Co było dalej? Po badaniu 29-latek tak po prostu odszedł, oddalił się niepilnowany. Trasę Dębica - Grabiny piechotą można pokonać w nieco ponad godzinę, szybszym krokiem - szybciej. Czy to właśnie ze szpitala mężczyzna z podejrzeniem psychozy skierował się do Grabiny? Wszystko na to wskazuje.

Do sprawy będziemy wracać.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zaloguj się aby otrzymać dostęp do treści premium

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.