Szczątki ciała odkryto 31 sierpnia 2020 roku niedaleko jednego ze szlaków na Połoninie Wetlińskiej. Według wstępnych ustaleń prokuratury mogły tam leżeć od jesieni 2019 roku. To na co natknęli się budowlańcy nie przypominało ciała człowieka, znaleziono jedynie fragmenty szkieletu, reszta została najprawdopodobniej rozszarpana przez dzikie zwierzęta, przez co jakakolwiek identyfikacja zwłok była niewyobrażalnie trudnym zadaniem.
Anonimowy informator
Po pierwszej publikacji artykułu o szczątkach znalezionych w Bieszczadach, na naszą skrzynkę mailową przyszła anonimowa wiadomość. Jej autor poinformował nas, do kogo mogą należeć resztki zwłok.
- Odnalezionym w Bieszczadach jest zapewne Jacek Cieślicki red. nacz. w 1981 r. pisma Solidarności Huty Katowice "Wolny Związkowiec".
- czytamy w wiadomości.
Jacek Cieślicki w 1981 roku został oskarżony o znieważanie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej rządu PRL, a także Sekretarza Generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Leonida Breżniewa.
Mężczyzna miał być internowany w latach 80. w Zakładzie Karnym w Nowym Łupkowie w Bieszczadach, gdzie w 1981 r. przebywał także Antoni Macierewicz. 79-latek wyemigrował do Australii tuż po wyjściu z zakładu karnego.
Na tym etapie udało nam się także ustalić, że przy szczątkach były dokumenty, które potwierdziły anonimowe doniesienia. Odnaleziono prawo jazdy wydane w Australii, które należało do 79-letniego mieszkańca Śląska.
- Znalezione dokumenty należą do Jacka C.
- informowała wówczas Justyna Radzik-Czuba z Prokuratury Rejonowej w Lesku.
Jak doszło do zgonu?
Nie wiadomo czy Jacek Cieślicki tuż przed śmiercią był sam, czy ktoś mu towarzyszył. Trudno także orzec, czy jego wyjazd w Bieszczady miał charakter czysto rekreacyjny, czy coś innego kryło się za niespodziewanym powrotem do kraju. Osoby z najbliższej rodziny, do których dotarła prokuratura, od kilkunastu lat nie utrzymywały kontaktu ze zmarłym mężczyzną.
Ze względu na stan, w jakim odnaleziono szczątki, nie było możliwości, aby ustalić przyczynę śmierci. Dzięki badaniom w zakładzie medycyny sądowej w Krakowie udało się odkryć jeden ważny element tajemniczej układanki.
- Na odnalezionych szczątkach nie było śladów działalności przestępczej.
- tłumaczy Justyna Radzik-Czuba.
Zapewne, gdyby ciało nie zostało rozszarpane, biegli mogliby odkryć więcej szczegółów, a samo ustalenie ewentualnego udziału osób trzecich miałoby dużo większą wiarygodność. Na ten moment wiemy jedynie, że tajemnica, która kryje się za tą historią, pozostanie niewyjaśniona, gdyż leska prokuratura w grudniu 2020 roku umorzyła śledztwo.
rafal.bolanowski@korso.pl
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.