Reklama

Reklama

Morderca, gwałciciel i zoofil odsiaduje wyrok w Rzeszowie. Ta historia mrozi krew w żyłach! [18+] [ZDJĘCIA]

Opublikowano: czw, 1 lip 2021 06:00
Autor: | Zdjęcie: Ministerstwo Sprawiedliwości / https://newsbook.pl/

Morderca, gwałciciel i zoofil odsiaduje wyrok w Rzeszowie. Ta historia mrozi krew w żyłach! [18+] [ZDJĘCIA]   - Zdjęcie główne

Mariusz Sowiński (Od lewej: podczas odsiadki w więzieniu. Po prawej po zatrzymaniu) | foto Ministerstwo Sprawiedliwości / https://newsbook.pl/

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Historie kryminalne Jego przypadek dogłębnie badali psychiatrzy z Akademii Medycznej w Lublinie. Media ochrzciły go „wampirem ze Stefankowic”. Kim był Mariusz Sawiński, który odbywa karę pozbawienia w rzeszowskim więzieniu i co spowodowało, że jego sposób życia i styl zbrodni na zawsze zapisał się w annałach polskiej kryminalistyki?

TREŚĆ ARTYKUŁU PRZEZNACZONA JEST WYŁĄCZNIE DLA PEŁNOLETNICH CZYTELNIKÓW

„Byłem spokojny, rozluźniony. Nie żałowałem, że ją zabiłem. Wychodząc od niej, miałem zakrwawione ręce, bo najpierw wkładałem jej palce, później członka” – takimi słowami Mariusz Sowiński relacjonował policjantom swoje pierwsze morderstwo, którego dopuścił się w rodzinnych Stefankowicach (województwo lubelskie). 


ZOBACZ TAKŻE: Bestia z Podkarpacia! Bił swoją siostrę, a potem oblał benzyną i ją podpalił!


Puk, puk. Kto tam? 

Sąsiadki zaniepokoiły się, że 63-letnia pani Zofia nie wychodzi ze swojego domu. Okna pozostawały zasłonięte, a wokół domu zapanowała aura grobowej ciszy. Nikt nie miał prawa wiedzieć, że dzień wcześniej staruszkę odwiedził 18-letni wówczas Mariusz Sawiński, którego kobieta znała z lekcji religii, odbywających się w jej mieszkaniu. 

Była noc, gdy 63-latka usłyszała pukanie do drzwi. 

- Kto tam? 

– zapytała pani Zofia - niska i drobna babcia, jaką każdy z nas może sobie bez trudu wyobrazić. 

- To ja, Mariusz Sowiński. 

– miał odpowiedzieć Sowiński spokojnym głosem. 

Kurtyna życzliwości opadła, gdy tylko staruszka otworzyła drzwi. Mariusz Sowiński niezwłocznie złapał kobietę za szyję i zaczął dusić do utraty przytomności. Nieprzytomną zawlókł do pokoju, trzymając cały czas mocno za szyję. Rzucił kobietę na wersalkę, rozebrał i brutalnie zgwałcił. Po wszystkim wrzucił jej ciało do pobliskiej studni, zapewne po to, aby zatrzeć ślady.

– Byłem spokojny, rozluźniony. Nie żałowałem, że ją zabiłem. Wychodząc od niej miałem zakrwawione ręce, bo najpierw wkładałem jej palce, później członka. 

– relacjonował później policjantom.

Do morderstwa doszło 9 października 1994 roku, jednak nie było to ani pierwsze, ani jedno z ostatnich makabrycznych spaczeń Sowińskiego…

Mariusz Sowiński po zatrzymaniu przez policję

26 listopada 1995 roku był na zabawie w Teratynie. Wiejska impreza, dużo alkoholu i nocny powrót pieszo do rodzinnej miejscowości, oddalonej o 7 km. Mniej więcej w połowie drogi zauważył światło dobiegające z domku stojącego na uboczu. Wypity kilka chwil wcześniej alkohol potęgował w nim popęd seksualny. Doskonale wiedział, że mieszka tam Antonina E., samotna 80-latka. 

- Kto tam? 

– zapytała kobieta, gdy Sowiński zastukał w okno. 

Nie usłyszała odpowiedzi. Poczuła mrożące krew w żyłach przerażenie. Wbiegła na strych i zaczęła wołać o pomoc. W tym czasie Mariusz Sowiński wyważył futrynę okna i wszedł do środka. Dobiegł do staruszki i zaczął ją dusić. Gdy bezwładnie opadła na ziemie kolanami uciskał jej klatkę piersiową, łamiąc żebra. Następnie rozebrał 80-latkę i zgwałcił. 

Tym razem chciał zatrzeć ślady, "puszczając" wszystko z dymem. Zapałkami podpalił słomę i trociny leżące na strychu. Gdy Sowiński uciekł, kobieta odzyskała przytomność i  ostatkiem sił zdołała zejść na parter. Pożar zauważyli sąsiedzi, którzy wezwali straż pożarną i wynieśli staruszkę z płonącego domu.

80-latka po pięciu dniach w szpitalu zmarła. Powód: zapalenie płuc, do którego doszło na skutek złamań żeber. Policjanci nie byli w stanie jej przesłuchać, jednak lekarz badający kobietę jednoznacznie stwierdził, że została zgwałcona.  

„Słyszałem potem, jak ludzie mówili o tym zabójstwie”

- Pojadłem trochę agrestu. Wtedy zobaczyłem pracującą w ogrodzie młodą kobietę. Zachciało mi się z nią kochać. Skryłem się więc za krzakami i obserwowałem co robi. Gdy zaczął padać deszcz, schowała się pod domek. 

– tak Sowiński podczas wizji lokalnej miał opisywać początek trzeciej zbrodni, która miała miejsce w  Hrubieszowie 5 sierpnia 1996 roku.

Obserwował 36-letnią Wiesławę Ł. do momentu, aż uznał, że nadszedł odpowiedni czas. Wyskoczył zza krzaków, zarzucił ofierze drut na szyję i zaczął dusić. Gdy kobieta próbowała się bronić, wtedy jeszcze mocniej uciskał i bił po twarzy. 

Podobnie jak w poprzednich przypadkach i tym razem czekał aż kobieta straci przytomność. Gdy to się stało, zaniósł ją na sąsiednią działkę. Tam rzucił na ziemię, rozebrał do naga i dwukrotnie zgwałcił. Gdy usłyszał, że kobieta oddycha, wyciągnął scyzoryk, który wbił prosto w serce. Potem położył jej głowę i szyję na druty, aby szybciej zmarła. 

- Czułem samozadowolenie. Słyszałem potem, jak ludzie mówili o tym zabójstwie. 

- wspominał morderca. 

Policja, zanim wpadła na trop Mariusza Sowińskiego, zdążyła umieścić w zakładzie karnym dwóch niewinnych mężczyzn: Kazimierza P. - oskarżony o zabójstwo Zofii K. oraz 56-letniego Kazimierza U. - podejrzany o mord na Wiesławie Ł. 

Dopiero czwarta zbrodnia z 31 sierpnia 1997 roku doprowadziła mundurowych do właściwej osoby. Sowiński był wtedy poborowym żołnierzem w Nadwiślańskich Jednostkach MSWiA w Sanoku. W rodzinnej miejscowości zjawił się na tzw. przepustce. 

Były dożynki. Mariusz wypił sporo wina i późną nocą zaatakował po raz kolejny.

„Nie wiem czy żyła, nie było słychać czy oddychał”  

Poszedł do domu samotnej Genowefy S., schorowanej i niewidomej 67-latki. Włamał się przez okno, po czym spokojnie odłączył przewód elektryczny od radia tranzystorowego, zarzucił jej na szyję i dusił. 

– Gdy już nie krzyczała i leżała nieprzytomna na podłodze, rozebrałem ją do naga i dwa razy się z nią kochałem. Od przodu i od tyłu. Przed stosunkiem uderzyłem ją pięć razy w twarz. Nie wiem czy żyła, nie było słychać czy oddycha.  

– zeznawał Sowiński. 

Sowiński podczas wizji lokalnej pokazuje jak zabił jedną z ofiar

Po wszystkim wrócił na zabawę dożynkową, z której wyjechał prosto do jednostki w Sanoku.

Policjanci po odkryciu zwłok przesłuchała kolegów Sowińskiego oraz uczestników zabawy. Ich zeznania pozwoliły mundurowym ustalić sprawcę zbrodni. 4 września Mariusz Sowiński został zatrzymany

Dalsze ustalenia i zeznania mordercy uwypuklają jego mroczne żądze.

„U nas w domu była taka spokojna krowa…” 

Już podczas pierwszych przesłuchań przyznał się do popełnienia wszystkich morderstw. Zeznania potwierdził w trakcie wizji lokalnej. Bez jakiegokolwiek skrępowania i emocji pokazywał, którędy wchodził do domu ofiar, jak je rozbierał, dusił, gwałcił i mordował.

Został wysłany do kliniki psychiatrycznej na obserwacje. Badał go sztab psychiatrów, psychologów, włącznie z seksuologiem prof. Zbigniewem Lwem Starowiczem. Poddano go psychologicznej wiwisekcji i przez kilka miesięcy obserwowano w oddziale psychiatrii sądowej w Lublinie

Po obserwacji stwierdzono, że Mariusz ma przeciętny iloraz inteligencji, cechuje go mała pewność siebie, woli trzymać się na uboczu, stara się unikać konfliktów, dlatego raczej ulega innym, jest nieśmiały i mało spontaniczny.

W trakcie badań przyznał się nie tylko do zbrodni na ludziach!

Wyznał, że od 15 roku życia miał kontakty seksualne ze zwierzętami. Zaczęło się od kur, z którymi odbywał stosunek i na końcu ukręcał im głowę. Później odbywał stosunku także z krowami i klaczą. Z czasem zauważył, że duszenie krowy wzmaga u niego podniecenie. Zaczął więc najpierw zabijać, później gwałcić zwierzęta. Jak widać, ten sposób działania przyjął także w przyszłości.  

– U nas w domu była taka spokojna krowa, odbywałem z nią stosunki za każdym razem, jak byłem na przepustce 

– opowiadał Sowiński. 

Gdy biegli pytali go o ocenę swojego postępowania, powiedział, że źle zrobił, ale był to siła wyższa i nie ma wyrzutów sumienia.

Mundurowi mieli usłyszeć z jego ust historię, że pewnego razu, gdy wracał z przepustki, postanowił kawałek drogi przejść pieszo, aż złapie jakąś okazję. W tym czasie na okolicznych łąkach dostrzegł krowę. Wyciągnął łańcuch z ziemi, znalazł drzewo, do którego ją zaprowadzić i udusił zwierzę. Następnie odbył stosunek z truchłem

Krowa, którą Sowiński udusił i zgwałcił

Wyrok i prośby o ułaskawienie

W czerwcu 2000 roku Sąd Okręgowy w Zamościu skazał go na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Po apelacji sąd II instancji utrzymał wyrok w mocy. Obrońca Mariusza Sowińskiego wniósł o kasację wyroku i sprawa wróciła do sądu w Lublinie, który w 2003 roku utrzymał zaskarżony wyrok w mocy.

Pomimo tak makabrycznych czynów Sowiński od 2004 roku prosił o akt łaski każdego prezydenta kraju. Podkreśla, iż jest chorym człowiekiem i musi rozpocząć odpowiednie leczenie. Pisał też, że się nawrócił. Na potwierdzenie swoich słów mówił o objawieniu, jakie doświadczył tuż przed popełnieniem zbrodni. Mówił, że ukazała mu się Matka Boska i Trójca Św.

- Byłem wtedy młody,  i nie w pełni władz umysłowych. Gdy teraz nad tym wszystkim się zastanawiam, to nie mieści mi się to w głowie, jak mogłem dopuścić się czegoś tak okropnego. 

– pisał dziesięć lat temu Sowiński. 

Zgodnie z postanowieniem sądu, Mariusz Sowiński może ubiegać się o warunkowe zwolnienie po odbyciu 50 lat kary. Taka możliwość przypada w roku 2047, gdy człowiek, który czterokrotnie dopuścił się gwałtu i morderstwa z zimną krwią, będzie miał 71 lat.

[email protected]

Źródła:

• Ministerstwo Sprawiedliwości

• newsbook.pl

• archive.is

• lublin.wyborcza.pl

• zbrodnie-prowincjonalne.com

• kurierlubelski.pl


ZOBACZ TAKŻE: Bieszczady kiedyś. Zobaczcie unikalne fotografie sprzed lat [ZDJĘCIA]


UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (2)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 3 miesiące temu | ocena +3 / -0

    Hmmm

    Takie przypadki, powinny się kończyć czapą. Nie wierzę w resocjalizację takiego osobnika.

    • 3 miesiące temu | ocena +3 / -0

      Kowal

      Jemu próbował już wymierzyć sprawiedliwość ojciec Wiesławy Ł. atakując Sowińskiego siekierą w zamojskim sądzie.