Reklama

Polski kapłan w Kijowie ojciec Jakub Gonciarz : "bliżej centrum miasta chłopcy robią okopy, stanowiska strzeleckie" [ZDJĘCIA]

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Polski kapłan, ojciec Jakub Gonciarz OP, który pracuje w Kijowie pisze na swoim Facebooku o tym co dzieje się aktualnie w stolicy Ukrainy. Mieszkańcy stolicy chronią się przed rakietami w schronach i modlą o pokój.

Polscy Dominikanie mają swój klasztor w ścisłym centrum Kijowa. Pracują tam także polscy kapłani. Ojciec Jakub Gonciarz, opowiada o tym co dzieje się w mieście, które obecne jest atakowane przez rosyjską armię.

- Krótko: Noc w naszym rejonie upłynęła cicho i spokojnie. Ponoć na lewym brzegu spadły pojedyncze rakiety i rozbił się na osiedlu zestrzelony samolot RU. Trochę osób spędziło noc w metrze lub innych schronach. Została wprowadzona w mieście godzina policyjna od 22 do 7. Zatem zaraz po 7 wsiadłem do auta, by u sióstr karmelitanek odprawić mszę i je wyspowiadać. 15 km przez miasto przejechałem o wiele szybciej niż zazwyczaj, bo ruch na ulicach był "niedzielny".

- Dwie obserwacje po drodze: kilkanaście osób z plecaczkami jakby wracających do domu z nocy spędzonej w jakimś schronie; większość stacji paliw już zamknięta, bo sprzedały wszystko, co było. Przed nielicznymi jeszcze kolejki po kilkanaście samochodów. Przed bankomatami i aptekami już nie ma kolejek, bo pewnie skończyły się zasoby. Wracając do klasztoru inną drogą spotkałem się z nową rzeczywistością. Gigantyczny korek w stronę zachodnią. Trzy pasy zatkane na kilka kilometrów. Ponoć nie mogą się już wydostać w tym kierunku, bo armia UA zburzyła strategiczny most.

- Bliżej centrum Kijowa chłopcy robią okopy, stanowiska strzeleckie, ustawiany był BTR. Właśnie rozległy się syreny. Zobaczymy co oznaczają. A my staramy się robić swoje, czyli prowadzić regularne życie dominikańskie.

- pisze o. Jakub Gonciarz.

- Na ulicach i chodnikach jeszcze puściej niż wczoraj. Zwłaszcza w centrum miasta, gdzie zazwyczaj łazili turyści. Ludzi można spotkać w sklepach spożywczych (sieci działają i jest jeszcze w czym wybierać), i między blokami. Trochę osób koczuje w metrze lub podziemnych parkingach. Bywa, że są tam razem ze swymi zwierzakami. Jeździ darmowe metro (dostępne podziemne stacje), ale innych publicznych środków transportu już nie widać. Nieustannie można spotkać osoby z bagażami i karimatami, udającymi się w bezpieczne miejsca. Swoją drogą, także w naszym klasztorze zatrzymało się kilkanaście znajomych osób, którym trudno było pozostać samemu w mieszkaniu.

- dodaje. 

 

Artykuł pochodzi z portalu korso.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zaloguj się aby otrzymać dostęp do treści premium

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy