Reklama

Pozamykane szpitale. Ciężko zdobyć informacje o stanie zdrowia, na przyjęcie czekają na zewnątrz [SYGNAŁY CZYTELNIKÓW]

Opublikowano: pt, 12 lis 2021 06:20
Autor: | Zdjęcie: materiały czytelnika

Pozamykane szpitale. Ciężko zdobyć informacje o stanie zdrowia, na przyjęcie czekają na zewnątrz [SYGNAŁY CZYTELNIKÓW] - Zdjęcie główne

Szpitale zamknięte "na cztery spusty". Pacjenci oczekują na przyjęcie na zimnie, bez dostępu do toalety | foto materiały czytelnika

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Rzeszów Czwarta fala koronawirusa wymusiła na wielu dyrektorach szpitali zamknięcie placówek dla odwiedzających pacjentów. Sami pacjenci, którzy mają skierowania na szpitalny oddział, oczekują na przyjęcie na zewnątrz, przeważnie na zimnie, bez toalety.

Trzy godziny próbował uzyskać informacje o stanie zdrowia swojej żony

Przez trzy godziny mąż 67-letniej mieszkanki Sanoka próbował dowiedzieć się o jej bieżącym stanie zdrowia. Kobieta z wodą w płucach trafiła do Kliniki Pulmonologii i Chemioterapii Podkarpackiego Centrum Chorób Płuc przy ulicy Rycerskiej w Rzeszowie. Sanoczanka jest osobą ubezwłasnowolnioną, choruje na Alzheimera. Wymaga stałej opieki i nadzoru. 

Do Kliniki Pulmonologii w Rzeszowie mieszkanka Sanoka trafiła w środę, 10 listopada.  Wcześniej miejsca dla niej szukano w szpitalach w Sanoku czy Krośnie, niestety bezskutecznie. Do stolicy Podkarpacia trafiła transportem medycznym. Za nią przyjechał jej mąż oraz opiekunka. 

Tu rozpoczęły się jednak problemy. Pacjentka w karetce czekała kilkadziesiąt minut na przyjęcie. Kiedy trafiła już do kliniki, jej mąż i opiekunka próbowali uzyskać informację o stanie zdrowia sanoczanki. Drzwi do szpitala były zamknięte, a sam kontakt z pracownikami kliniki odbywał się przez domofon. 

- Nie wpuścili nas nawet do przedsionka. Jak dzwoniliśmy domofonem, to jakaś kobieta, o której nawet nie wiadomo było czy jest lekarzem, czy pielęgniarką, mówiła, że trzeba czekać. Nic więcej. I tak trzy godziny - mówi rzeszowskiej Wyborczej opiekunka 67-latki.

Zdaniem opiekunki pod drzwiami kliniki czekał także 70-letni mężczyzna, którego również żona trafiła do Kliniki Pulmonologii. On też nie wiedział co dzieje się z jego małżonką. 

Opiekunka: Było nam zimno, nie wpuścili nas nawet do przedsionka

Opiekunka 67-letniej kobiety chorej na Alzheimera martwiła się także o jej stan zdrowia psychicznego. 

- Nikt nic nie mówił. Ta kobieta choruje na Alzheimera, to jest przecież trudna pacjentka. Jestem zaszczepiona, chciałam wejść, pomóc, ale nie. Nawet do przedsionka nas nie wpuścili, żebyśmy się ogrzali. W międzyczasie służba więzienna przywiozła jakiegoś więźnia. Oni weszli bez problemu i mogli czekać w poczekalni, my musieliśmy marznąć

- opowiada rzeszowskiej Gazecie Wyborczej opiekunka.

fot. materiały czytelnika

W rozmowie z rzeszowską Gazetą Wyborczą Andrzej Sroka rzecznik Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 1 w Rzeszowie (ta jednostka kieruje Kliniką Pulmonologii) stwierdził, że "z uwagi na pandemię szpital przyjmuje do środka budynku tylko osoby chore". Jednocześnie, zdaniem Sroki, mąż pacjentki miał być na bieżąco informowany o stanie zdrowia 67-latki. Tej wersji opiekunowie kobiety jednak nie potwierdzają.

Ostatecznie kobietę wypisano do domu, wobec braku konieczności hospitalizacji. 

Pacjenci Szpitala Miejskiego oczekują na przyjęcie pod "gołym niebem"

Problemy z dostępem do placówki mają nie tylko opiekunowie czy rodzina chorych. Na zimnie, bez dostępu do toalety - tak oczekują na przyjęcie pacjenci Szpitala Miejskiego w Rzeszowie, również przy ulicy Rycerskiej. 

- We wtorek miałem skierowanie na oddział chirurgiczny. Dzień wcześniej, w rozmowie z Izbą Przyjęć, ustaliłem datę i orientacyjną godzinę przyjęcia do szpitala - mówi nam 55-letni Kazimierz, mieszkaniec Rzeszowa. 

Mężczyzna, jak relacjonuje, przybył zgodnie z umówioną godziną pod budynek Izby Przyjęć. Przy użyciu domofonu zgłosił Izbie Przyjęć swoją obecność. - Myślałem, że wkrótce wejdę do środka. Stało się to po około półtorej godziny - opowiada. 

- Poszczególne oddziały szpitalne wyznaczają pacjentom konkretne godziny przyjęć, aby kontakt pomiędzy nimi był jak najmniejszy. Jednak ze względu na to, że pacjenci z różnych względów, zgłaszają się do szpitala wcześniej niż wyznaczona przez oddział godzina przyjęcia, tworzą się kolejki

- informuje nas Marzena Kłeczek-Krawiec, rzecznik prezydenta Rzeszowa, któremu podlega Szpital Miejski.

Pytamy zatem Urząd Miasta Rzeszowa o możliwość rozstawienia namiotów z ławeczkami i nagrzewnicą, aby zapewnić pacjentom "normalne" warunki oczekiwania na przyjęcie do placówki. - Ustawienie namiotów z ławeczkami i nagrzewnicą i zbieranie się tam pacjentów nie jest możliwe, ze względu na prawdopodobieństwo zarażenia się COVID -19 - odpowiada Kłeczek-Krawiec.

- Dyrekcja szpitala prosi o zgłaszanie się do szpitala punktualnie w godzinach wyznaczonych przez konkretne oddziały 

- mówi rzecznik prezydenta. A co w przypadku, kiedy to pacjenci są punktualnie, a mimo to oczekują na przyjęcie? Na to pytanie nie znamy żadnej odpowiedzi.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 23 dni temu | ocena +0 / -0

    gazda

    To MY zapłaciliśmy z te szpitale i MY zapłaciliśmy za ich usługi z GÓRY. MY płacimy horrendalne kwoty na ich utrzymanie. Pozostaje tylko mieć nadzieję że kiedyś ich za to rozliczymy. Lekarzy może też, ale przede wszystkim decydentów.