Reklama

Protest przewoźników: „Nasz kolega się powiesił ze względu na niewypłacalność spółki”

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości We wtorek o godzinie 15 rozpoczął się w Rzeszowie (i na terenie innych miast Polski) protest przedstawicieli firm transportowych. Ich stanowisko jest jasne. Żądają wpisania ich PKD 49.31 i 49.39 do programu Tarczy 6.0 i objęcia pomocą, która pozwoli na zachowanie dorobku i uratowanie tysięcy miejsc pracy.

Autobusy pojawiły się w centrum Rzeszowa 17 listopada o godzinie 15. Pojazdy przemieszczały się od ronda Dmowskiego do Outletu Graffica. Protest trwał dwie godziny. Na proteście pojawiło się ok. 50 autobusów i busów. W trakcie strajku udało nam się porozmawiać z jednym z uczestników, Marcinem Chmielarskim, właścicielem firmy Marcel. 

Rafał Bolanowski: Dlaczego zdecydowaliście się strajkować?

Marcin Chmielarski:  - Podstawowym argumentem jest to, że ominęli nas w Tarczy 6.0. Nowa tarcza nie uwzględnia naszej branży. Jesteśmy niewidzialni dla rządu. 

RB: Ile firm przyjechało dzisiaj do Rzeszowa?

MCh: - Jesteśmy my – Marcel, jest Trans-Europa, Barbara, Eurobus. Z podkarpacia większość dużych przewoźników zapowiedziała przyjazd. Miało być około 60 autokarów. Chcemy zwrócić na siebie uwagę. My wszyscy jesteśmy na skraju bankructwa. Po pierwszy lockdownie wpadliśmy w perturbację wakacyjne. Po drugim lockdownie jesteśmy praktycznie wykrwawieni. Rząd nam dzisiaj nie pomaga w żaden sposób. Nie mamy żadnego wsparcia. Jeżeli tak zostanie, to nie dotrwamy do końca roku.

RB: Ile Marcel musiał zwolnić osób?

MCh: - W tym momencie jest to w okolicy 30-40%. Tyle osób straciło pracę tylko w mojej firmie. Oprócz naszej branży są to też tragedie rodzinnym firm. W sobotę nasz kolega z branży się powiesił. Popełnił samobójstwo ze względu na niewypłacalność swojej spółki. On po prostu nie wytrzymał presji. Prowadził firmę, która zajmowała się tylko turystyczną branża. My wszyscy tutaj mamy miliony do oddania i nie mamy możliwości funkcjonowania. 

RB: Poza przewozem osób, zajmowaliście się również usługami, nazwijmy to na zlecenie. Czy to stanowi jakiś ratunek w obecnym czasie?

MCh: - W tym momencie nie ma żadnej turystyki autokarowej. My dzięki temu, że mamy przewozy regionalne, to mamy jeszcze jakiś przychód. Jeżeli to tak dłużej potrwa, to nie będziemy w stanie spłacać zobowiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, do końca roku większość naszych firm będzie w stanie agonalnym.

RB: Jak to się odbije na zwykłych ludziach?

MCh: - Myślę, że zabraniem krwiobiegu komunikacyjnego w każdym województwie. Tworzymy naturalny przepływ społeczny. Naszymi klientami są uczniowie, studenci, pracownicy branż, które aktualnie stoją.

RB: Jeżeli  firmy prywatnych przewoźników upadną, to wiele obszarów Podkarpacia zostanie „odciętych od świata”. W niektórych regionach Bieszczad już dzisiaj mamy komunikacyjne czarne dziury. Będzie więcej takich miejsc na Podkarpaciu?

MCh: - Obawiam się, że po nowym roku będzie to jedna wielka czarna dziura.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zaloguj się aby otrzymać dostęp do treści premium

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE