Obowiązujące od 2018 roku ograniczenie zakłada, że ta sama osoba może sprawować urząd włodarza gminy maksymalnie przez dwie kolejne kadencje. Ponieważ zasada ta liczy się od wyborów w 2018 roku, jej utrzymanie oznaczałoby wymuszoną zmianę na stanowiskach w ponad 1,5 tysiąca polskich samorządów podczas wyborów w 2029 roku.
Wniosek o uchylenie przepisów wprowadzających dwukadencyjność osobiście uzasadniał senator Zygmunt Frankiewicz
"Kaczyński sam przyznał, że to przepis niezgodny z konstytucją"
Zygmunt Frankiewicz rozpoczął swoje wystąpienie od bezpośredniego odniesienia do zgodności z prawem zasadniczym przepisów wprowadzonych przez poprzednią większość parlamentarną, powołując się na niedawne słowa lidera Prawa i Sprawiedliwości.
„Przede wszystkim przepis jest niezgodny z konstytucją. Chciałem to w tym miejscu szerzej omówić, ale myślę, że po dzisiejszym dniu nie to jest konieczne. Po wypowiedzi pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego – który powiedział, że w chwili wprowadzania tego prawa w życie wnioskodawcy zdawali sobie sprawę z tego, że jest ono niezgodne z konstytucją – chyba nie trzeba w tej chwili udowadniać, że tak właśnie jest. Właściwie można by na tym zakończyć sprawę, dlatego że skoro ten przepis jest niezgodny z konstytucją, to należy wyeliminować go z obrotu prawnego” – argumentował senator Zygmunt Frankiewicz.
Przedstawiciel Senatu odpierał powracające zarzuty o zabetonowaniu lokalnej sceny politycznej, podając konkretne wskaźniki wymiany kadr samorządowych oraz powołując się na rosnącą popularność referendów odwoławczych.
„Demokracja lokalna działa dobrze. W ostatnich wyborach wymieniono 39% wójtów, burmistrzów i prezydentów. W latach 2006–2024 wymieniono w sumie 87% tych włodarzy. Nie ma zabetonowania samorządów lokalnych. To jest dowód ponad wszelką wątpliwość” – wskazywał z trybuny senator.
Dane Najwyższej Izby Kontroli i obrona lokalnych liderów
W swoim przemówieniu parlamentarzysta odniósł się również do kontroli nad samorządami ze strony instytucji państwowych, takich jak regionalne izby obrachunkowe, wojewodowie czy Najwyższa Izba Kontroli, obalając mit łączący długość sprawowania urzędu z podatnością na nieprawidłowości.
„W sprawozdaniu z kontroli NIK za lata 2014–2024, przeprowadzonych w 772 gminach, nie stwierdzono związku pomiędzy liczbą nieprawidłowości a długością sprawowania funkcji przez wójta, burmistrza czy prezydenta. A jeżeli stwierdzono jakąkolwiek zależność, to taką, że więcej nieprawidłowości było w tych gminach, gdzie wójt sprawował funkcję nie więcej niż dwie kadencje. Czyli raczej to osoby nowo wybrane na te urzędy popełniały więcej błędów” – cytował ustalenia kontrolerów Frankiewicz.
Senator wygłosił także mocny apel o szacunek dla wykwalifikowanych kadr samorządowych, przestrzegając przed pochopną wymianą doświadczonych liderów w realiach współczesnych zagrożeń geopolitycznych.
„Przedstawię teraz chyba najważniejszy argument: ten zapis, który chcemy uchylić, jest szkodliwy dla państwa. W Polsce nie mamy nadmiaru liderów – to efekt trudnej historii, wielu zawieruch dziejowych, niszczenia polskich elit. W naszym kraju w przeliczeniu na liczbę ludności jest znacznie mniej ludzi o cechach przywódczych niż w innych nacjach. Należałoby szanować tych liderów. Wymiana ok. 1500 doświadczonych wójtów, burmistrzów, prezydentów w sytuacji bezpośredniego zagrożenia państwa to osłabianie tego państwa. Ci wójtowie, burmistrzowie są w tej chwili szkoleni: zarządzanie kryzysowe, budowanie odporności, zachowanie w sytuacjach kryzysowych. Jeżeli ich wymienimy, to ci nowi nie będą przeszkoleni, a zagrożenie będzie zapewne niemniejsze. Szkoda tej inwestycji” – mówił Zygmunt Frankiewicz.
Ostrzeżenie przed upolitycznieniem małych gmin
Przedstawiciel wnioskodawców zwrócił również uwagę na rosnący problem braku chętnych do startu w wyborach samorządowych, wskazując, że w 412 gminach podczas ostatnich wyborów zarejestrował się zaledwie jeden kandydat. Sformułował przy przestrogę przed intencjami stojącymi za utrzymywaniem limitu kadencji.
„Takie lekko wypowiadane uogólnienia o korupcji, sitwach, układach w samorządzie są niezwykle krzywdzące dla wójtów, burmistrzów, prezydentów, dla zdecydowanej większości z nich. O ocenach świadczy odbiór lokalnych społeczności, bo według nich 70% wójtów, burmistrzów, prezydentów dobrze zarządza swoimi gminami i miastami. O takich wynikach to nasze Izby, czyli Sejm i Senat, mogą tylko pomarzyć, z urzędem prezydenta Rzeczypospolitej włącznie. Dwukadencyjność może coś ułatwić, ale to jest takie wylewanie dziecka z kąpielą. Na pewno natomiast może pomóc partiom politycznym, szczególnie tym silnym, w lokowaniu swoich nominatów w nawet całkiem małych gminach. To jest upolitycznienie samorządu, które naprawdę jest złe” – podsumował senator Zygmunt Frankiewicz, apelując do posłów o uchwalenie nowelizacji.
Dalsze losy senackiego projektu druku nr 2080 zależą od Sejmu, w którym układ sił pozostaje niezwykle wyrównany, co pokazało październikowe głosowanie nad wnioskiem poselskim.
Bardzo wyrównana walka w Sejmie i niepewny los noweli
Sprawa powraca do Sejmu w atmosferze dużej niepewności. Podczas głosowania nad poselskim projektem PSL z 22 października 2026 roku za zniesieniem limitu opowiedziało się 213 posłów, przeciw było 215, a 9 wstrzymało się od głosu. Różnica zaledwie dwóch głosów pokazuje, jak głęboki podział panuje w parlamencie. Za zmianą opowiedziało się PSL, natomiast przeciw zagłosowały kluby PiS, Razem oraz część posłów Lewicy.
Zwolennicy likwidacji limitu przypominają, że to mieszkańcy powinni decydować w głosowaniu, czy chcą kontynuacji rządów dotychczasowego włodarza, czy zmiany. Z kolei zwolennicy dwukadencyjności uważają, że dziesięć lat to czas wystarczający na realizację obietnic, a rotacja zapobiega koncentracji władzy. Senacki projekt ustawy stawia to pytanie ponowne, a ostateczny wynik prac parlamentarnych zdecyduje o kształcie polskiego samorządu na kolejne dekady.
Komentarze (0)