Reklama

Sanok w żałobie - minęło 26 lat od wielkiej tragedii

Opublikowano: 23 stycznia 2021 10:02
Autor: Marian Struś | Zdjęcie: Archiwum

foto Archiwum

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

historia 23 stycznia 1995 roku, a więc 26 lat temu, Sanocka Republika Hokejowa obudziła się przerażona. Miasto, lotem błyskawicy, obleciała informacja o nocnej katastrofie autokaru, którym z meczu w Sosnowcu powracała hokejowa drużyna STS. Nikt nie chciał uwierzyć, że są ofiary śmiertelne. Niestety, oficjalne komunikaty potwierdziły tę dramatyczną wiadomość.

Pod stertą żelastwa, w jakie zamienił się spadający ze skarpy autobus, zginęło trzy osoby, wśród nich idol kibiców sanockiego hokeja Piotr Milan. Śmierć ponieśli także zaprzyjaźnieni z drużyną: 17-letnia Iza i 22-letni Tomek. Sanok pogrążył się w rozpaczy. Tego dnia informacja o katastrofie autokaru wiozącego sanockich sportowców rozpoczynała większość medialnych serwisów. Od rana na Torsanie gromadzili się ludzie. Przynosili kwiaty, zapalali znicze, wsłuchiwali się w relacje tych, którzy znali już szczegóły wypadku.

W dobrych nastrojach wsiadali do autokaru w Sosnowcu. Była ich trzydziestka; ekipa hokeistów oraz kilka zaprzyjaźnionych z nią osób, wśród nich dziewczyna jednego z zawodników oraz dwóch kibiców. Jedni w rozmowach rozgrywali zakończony nie tak dawno zwycięski mecz z SMS Orlęta Sosnowiec (6-1), inni oglądali film na video, a jeszcze inni szybko zapadli w sen. Jechali wolno, jako że warunki na drodze były trudne. Najbardziej przeszkadzał niezwykle silny wiatr, było też dość ślisko. Około 2 w nocy autobus dotarł do Gniewoszówki koło Beska, zaledwie 20 kilometrów od Sanoka.  

- Bardzo silny wiatr wiejący z prawej strony ogromnie utrudniał jazdę. Nie pozwalał mi spać, zwłaszcza, że siedziałem z przodu. Jechaliśmy bardzo wolno, nie więcej niż 20 km na godzinę, a i tak wiatr znosił nas na lewy pas. W pewnym momencie nastąpił tak straszny podmuch, że przód autobusu mocno skręcił w lewo, zsuwając się z jezdni. Zdążyłem tylko krzyknąć: "trzymajcie się!", po czym rozległ się huk tłuczonego szkła i zgniatanej blachy. Poczułem mocne uderzenie w bark, a po jakimś czasie do mojej świadomości dotarło, że znajduję się w niewielkiej przestrzeni między zgniecionym dachem i siedzeniami.

- wspominał pierwsze chwile po wypadku trener Czesław Radwański.

Na sygnałach docierały radiowozy policyjne oraz karetki pogotowia ratunkowego. W ambulansach lokowano najciężej rannych. Ośmiu z nich udało się w drogę do szpitala w Krośnie. Pozostałych strażacy prowadzili do swoich wozów, gdyż widzieli, że dygotają z zimna. Niemal arktyczne warunki i ciemność bardzo utrudniały akcję ratowniczą. Strażakom, mimo posiadania nowoczesnego sprzętu, nie udało się postawić autobusu na koła. Dopiero przed siódmą rano, sprowadzone z rafinerii w Jedliczu i z WSK w Krośnie dźwigi, uporały się z tym. To wtedy spod wraku autokaru wydobyto trzy śmiertelne ofiary wypadku. 

Sanok pogrążył się w żałobie. (...) CZYTAJ DALEJ - ZOBACZ VIDEO>>

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.