Gra o zieloną przyszłość i portfele mieszkańców
Projekt wart ponad 600 milionów złotych to nie tylko innowacja, ale przede wszystkim konieczność. Obecnie system ciepłowniczy Sanoka w 70 proc. opiera się na węglu. Rosnące ceny uprawnień do emisji (ETS) stają się dla miejskiego budżetu ciężarem nie do udźwignięcia. Rozwiązaniem ma być „Wodorowy Sanok” – inwestycja oparta na fotowoltaice, której produktem ubocznym będzie zielony wodór.
Zamiast marnować nadwyżki energii elektrycznej, miasto chce produkować paliwo przyszłości. Zielony wodór ma zasilać lokalny przemysł oraz transport publiczny, co w teorii powinno przynieść miastu stabilne dochody i niezależność energetyczną.
Polityczny klincz blokuje miliony
Mimo ambitnych planów, inwestycja utknęła w martwym punkcie. Kością niezgody jest przekazanie ponad 100 hektarów miejskich gruntów pod dzierżawę. Obecna większość w Radzie Miasta patrzy na technologie wodorowe z dużą rezerwą, argumentując, że są one zbyt ryzykowne i kosztowne.
Prezes Hydro Sanok, Anna Kornecka, stawia jednak sprawę jasno: to nie brak argumentów merytorycznych, a polityka blokuje projekt. Według niej oponenci burmistrza Tomasza Matuszewskiego celowo spowalniają proces, co może narazić gminę na dotkliwe konsekwencje finansowe i środowiskowe. Sytuację zaognia fakt, że miasto boryka się z wysokim zadłużeniem i musiało ratować się pożyczką z budżetu państwa w wysokości 134,5 mln zł.
Plan awaryjny: Głos biznesu i darmowa komunikacja
W obliczu braku porozumienia z radnymi, spółka zmienia strategię. Hydro Sanok stawia teraz na bezpośredni dialog z mieszkańcami i lokalnymi firmami. Anna Kornecka zapowiada „wyłożenie kart na stół” i rozmowę językiem korzyści.
Wizja jest kusząca. Dochody z projektu wodorowego mogłyby pozwolić na:
- Wprowadzenie Karty Mieszkańca uprawniającej do darmowych przejazdów autobusami.
- Obniżenie podatków i opłat komunalnych.
- Zapewnienie stabilnych cen ciepła, niezależnych od zewnętrznych rynków paliw.
Do poparcia projektu udało się już zaangażować największych pracodawców w regionie. W ramach Sanockiej Rady Gospodarczej projekt wspierają tacy giganci jak Autosan czy Ciarko. Dla lokalnego przemysłu dostęp do „zielonego” paliwa to warunek konieczny, by sprostać nowym unijnym dyrektywom i zachować konkurencyjność.
Czy Sanok zostanie wzorem dla Polski?
Choć w Europie słychać głosy o ostrożności w inwestycjach wodorowych, prezes Kornecka podkreśla, że Sanok ma unikalną szansę. Miasto jest motoryzacyjnym zagłębiem, a po jego ulicach już testowo jeździł wodorowy autobus rodzimej produkcji.
Pytanie brzmi: czy polityczne spory ustąpią miejsca ekonomicznym faktom? Jeśli projekt „Wodorowy Sanok” ruszy z miejsca, miasto może stać się energetycznym wzorem dla setek innych samorządów w Polsce. Jeśli jednak pat będzie trwał, Sanok może stracić szansę na setki milionów złotych zewnętrznego dofinansowania, które dziś są na wyciągnięcie ręki.
Komentarze (0)