Panie ministrze, jesteśmy w Mielcu, w mieście, które zajmuje się produkcją dla wojska, zajmuje się produkcją różnego rodzaju sprzętu. Proszę powiedzieć, w zeszły czwartek usłyszeliśmy alarmy. Nie byliśmy odpowiednio przygotowani, nie zostaliśmy przygotowani do tego przez cztery ostatnie lata. Jako premier, jakie wprowadziłby pan szkolenia dla obywateli, dla pracowników, dla rządzących?
Przede wszystkim zamiast edukacji zdrowotnej to edukacja obronna. Ona już powinna być rozszerzona. Edukacja dla bezpieczeństwa o elementy również przysposobienia obronnego, ale przede wszystkim elementy wiedzy podstawowej na temat tego, co się robi w przypadku zagrożenia. W ogóle jak wygląda cały ten proces i przede wszystkim jaki to jest dźwięk z syreny alarmowej, tej, która nas ostrzega nie przed pożarem.
Byliśmy pouczeni przy pomocy różnych rzeczy, na przykład broszur.
Które kosztowały dużo pieniędzy. Gdybyśmy te pieniądze spożytkowali na normalne szkolenia, i to zbiorowe, i to obligatoryjne, to dzisiaj byśmy wiedzieli, na czym rzecz polega.
A możemy zobligować wszystkich obywateli do tego, żeby na szkolenie poszli?
Oczywiście, że można, po to, żeby czyjeś zachowanie w trudnej sytuacji sytuacji mogłoby narazić innych. Nie powinno być takiej sytuacji, że czyjeś nieprawidłowe zachowanie mogłoby narazić innych na utratę życia lub zdrowia, więc wszyscy muszą takie szkolenie przejść i to dla ich bezpieczeństwa.
Troche to przypomina obowiązkowe szczepienia.
Szczepionka to jest inna rzecz, bo szczepionka może budzić wątpliwości natury medycznej, zwłaszcza taka, która jest zrobiona szybko, bez jakichś tam dłuższych procesów sprawdzania. Natomiast wiedza to nie jest szczepionka. Wiedza jest konieczna do tego, żeby się nie poparzyć, żeby nie wpaść w dziurę i żeby nie pójść w miejsce, w którym utrata życia w przypadku zagrożenia zewnętrznego z powietrza rzeczywiście jest możliwa.
I to można zrobić szybko, sprawnie. To już powinno być zrobione. Tymczasem nie tylko nie byliśmy przygotowani na to, co się wydarzyło.
Jako premier, co by pan zrobił, abyśmy jak najszybciej tę wiedzę zdobyli? Bo tak jak mówi się, te alarmy będą się powtarzać.
W każdej szkole powinna być instrukcja, która będzie przekazana nauczycielom - w każdej szkole, i szkole podstawowej, i szkole średniej. I w tych zajęciach instruktażowych, powiedzmy sobie szkoleniowych, oczywiście w pierwszej kolejności muszą brać udział pracownicy tych szkół, uczniowie, dzieci i młodzież, a w drugiej kolejności przeszkoleni powinni być również rodzice. Także na przykład na wywiadówkach.
A co zwykłymi obywatelami, z resztą?
Zwykli obywatele to są rodzice, którzy mogą przyjść na wywiadówkę. Mogą przyjść dziadkowie, prawda.
Czyli musimy na tych wywiadówkach się tego dowiedzieć?
Pani redaktor, nie trywializujmy. Już mówiłem, każdy: w gminach, w szkołach, w centrach kulturalnych, w kościołach, w salkach katechetycznych takie spotkania można i trzeba organizować. Ale trzeba chcieć, a obecnie nic nie jest zrobione.
Dobrze, czyli to jest pana postulat jeśli zostanie pan premierem.
Nawet zadanie.
Znamy pana stosunek do nielegalnej migracji, a mnie ciekawi stosunek do legalnej migracji. Pan Krzysztof Bosak mówi, że sprzeciwia się również tej migracji legalnej, która zaburza ekosystem kraju. Co pan ma na to?
Chciałbym zapytać Krzysztofa Bosaka w takiej sytuacji, czy europosłowie Konfederacji, którzy jeżdżą do Brukseli i tam pracują w Parlamencie Europejskim, są też tą legalną migracją, która zaburza ekosystem brukselski i powinni być deportowani do Polski, czy być może przesadzamy akurat w tym sformułowaniu?
Ja jestem za tym, żeby legalna migracja była pod stuprocentową kontrolą państwa polskiego, stuprocentową kontrolą, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, w szczególności ze strony tych, którzy przybywają do nas.
Natomiast jeśli ktoś twierdzi i stawia tezę, że legalna migracja jest tak samo niebezpieczna jak nielegalna migracja, to chciałbym zapytać, czy ten ktoś to przypadkiem nie jest również właścicielem firmy, który zatrudnia Białorusinów i Ukraińców, bo i takich kolegów z Konfederacji spotkałem, którzy napisali właśnie takie hasło u siebie w internecie, a ja ich znam i mają firmę transportową, w której połowa kierowców to są Białorusini, Ukraińcy. To jest hipokryzja.
Rzeczywistość jest taka, że w niektórych sektorach polskiej gospodarki, także rolnictwa, pracownicy z zagranicy są niezbędni. I to jest zupełnie oczywiste. Tylko że jeśli już są niezbędni, to państwo musi mieć stuprocentową kontrolę nad tym, co oni robią, gdzie są, kiedy wjeżdżają, skąd w ogóle są. Dzisiaj, po już jakichś doświadczeniach z tymi legalnymi imigrantami, wiemy, że z niektórymi nacjami mamy problem.
Jakie to nacje?
Na przykład Gruzini, którzy robili naprawdę bardzo złe rzeczy, jeśli chodzi o przestępczość zorganizowaną.
A Ukraińczy? Czy oni stanowią w Polsce problem?
To bardzo trudny moment, bo wczoraj dokładnie mieliśmy atak 31-latka w Jarosławiu. Natomiast są też Ukraińcy, którzy nie zabijają codziennie w Jarosławiu, prawda? I chyba jest ich nawet dużo więcej. Natomiast bezwzględnie powinniśmy w stosunku do każdego obcokrajowca wprowadzać zasady, które proponujemy, mianowicie natychmiastowa, przymusowa deportacja i to po drugim wykroczeniu, nie przestępstwie. Po wykroczeniu. Wykroczeniu, wszystko jedno jakim.
Powinniśmy zdecydowanie zadbać o to, żeby zwiększyć warunki, spowodować wydłużenie procesu nadawania polskiego obywatelstwa, ale także to, co proponujemy: deportować wszystkich dorosłych Ukraińców, którzy nie mają legalnej pracy w Polsce.
Praca jest warunkiem?
Tak, absolutnie.
Dobrze, w takim razie zapytam o edukację. Pan był ministrem edukacji. Gdyby teraz przejął pan władzę nad tym resortem, jaka byłaby pierwsza decyzja, którą by pan podjął?
Najważniejsze? Przywrócenie prac domowych.
Dlaczego akurat to?
Dlatego, że nie da się nikogo nauczyć bez wymagania od niego wiedzy. Albo się umawiamy, że uczymy kogoś w szkole, albo się bawimy w szkole. Jak chcemy kogoś nauczyć, to musimy od niego wymagać wiedzy, żeby on tę wiedzę nam przekazał, to najpierw musi ją zdobyć. Musi ją zdobyć również powtórkami i te powtórki musi robić w domu. Podstawowy elementarz nauczania - przywrócenie prac domowych.
Przyznam, że spodziewałam się, że najpierw usunąłby pan jakiś przedmiot lub zmienił jego podstawę programową.
Rzeczywiście tak, ale my możemy sobie przedmioty różne tworzyć, ale najpierw musimy spowodować, żeby jakikolwiek przedmiot mógł być skutecznie nauczany, więc przywracamy prace domowe.
W Mielcu możemy czekać nawet cztery razy dłużej na różne usługi zdrowotne w ramach NFZ. Jako premier, jak rozwiązałby pan taki problem?
Mamy na to kilka pomysłów, niektóre już wdrożyliśmy. Byliśmy za to także ścigani, ale na razie odstąpmy od tego. Ja jako minister edukacji i nauki utworzyłem kilka nowych wydziałów lekarskich, na których kształci się dzisiaj kilka tysięcy więcej studentów niż jeszcze 8 lat temu. Podstawowym problemem polskiej służby zdrowia jest brak lekarzy. Brakuje ich nawet 50 tysięcy, jak dobrze policzymy, także tych, którzy są dzisiaj emerytami blisko 80-letnimi, a jeszcze gdzieś po 60. roku życia przyjmują. Żeby uzupełnić kadrę, trzeba przede wszystkim znaleźć miejsca do studiowania.
Czy to uzupełnienie sprawi, że ceny za usługi prywatne spadną i że tych kolejek będzie mniej?
Proszę pani, no jak pani ma trzech piekarzy w swojej miejscowości, to pani zaoferują chleb na wyższym poziomie i za niższą cenę, bo będą między sobą konkurować. Jak pani będzie miała tylko jednego piekarza i to raz w tygodniu, to nie dość, że pani będzie jadła byle co, to jeszcze za kosmiczne pieniądze. Tak jest na rynku lekarskim.
Jak nie ma konkurencji wśród lekarzy, kardiologów, chirurgów, pediatrów, to będą po pierwsze niskie usługi, bo i tak każdy będzie musiał iść do tego lekarza, a po drugie kosmicznie wysokie ceny. I to jest problem dzisiejszej służby zdrowia, tylko że on będzie stopniowo usuwany.
Druga rzecz to sprowadzenie do Polski tych lekarzy, którzy wyjechali. I różnych, przede wszystkim konkretnymi ofertami pracy i konkretnymi programami powrotu, bo często nawet nie chodzi o pieniądze, bo pieniądze od razu są u nas większe niż w wielu miejscach już nawet na Zachodzie.
W to nie wątpimy...
Tak. Natomiast bez wątpienia pewne programy, które ułatwiają ten powrót i ułatwiają osiedlenie się ponownie w Polsce, powinny być. Trzecia rzecz to jest uzdrowienie całkowicie finansowania służby zdrowia. Dzisiaj garstka cwaniaków powoduje w zmowie z NFZ-em absurdalną wycenę niektórych świadczeń, na których wyciąga się miliony złotych nawet w małych szpitalach powiatowych. Uzdrowienie poprzez ujednolicenie płatności dla szpitali, to coś co jest konieczne.
A wprowadzenie górnej granicy zarobków dla lekarzy to dobry pomysł?
Nie, dlatego że górna granica powodowała tylko większe kolejki i jeszcze przyspieszenie prywatyzacji służby zdrowia. Pani jest młoda, ale pani mama czy pani ciocia ma konieczność usunięcia, przeprowadzenia zabiegu zaćmy, bo już nie widzi. Jak pani wprowadzi limity zarobków lekarzy i limity godzin pracy lekarzy, to pani spowoduje, że ta ciocia będzie w tej kolejce czekała jeszcze dłużej. A ponieważ nie może czekać, bo musi widzieć, no to wtedy przesuwa się automatycznie do prywatnej służby zdrowia. To są rzeczy, które nie będą występowały mechanicznie, automatycznie. One muszą iść zespolone. My postulujemy już od dłuższego czasu - jednoznaczne rozdzielenie prywatnej służby zdrowia i publicznej służby zdrowia.
Na czym to miałoby polegać?
Polegałoby na tym, że konkretne podmioty, które występują na rynku, będą mogły świadczyć albo prywatną, albo publiczną służbę zdrowia. Nie będą mogły tego łączyć, po to, żeby nie przemielać pieniędzy NFZ-owskich.
Tutaj mówi pan o podmiotach, nie o lekarzach.
Mówię o podmiotach, bo lekarz jest tylko wykonawcą tego wszystkiego. Ja mówię o podmiotach, chociaż nieraz podmiotem jest lekarz, bo jak prowadzi indywidualną praktykę lekarską, no to jest podmiotem. Ale bardzo często są to spółki, są to różne inne podmioty zorganizowane, które na tym rynku występują.
To trzeba jednoznacznie wyprowadzić, bo źródłem wycieku pieniędzy z NFZ-u, jest właśnie to pomieszanie prywatnej i publicznej służby zdrowia i to należy natychmiast zastopować. No i ostatnia rzecz to jest kwestia finansów publicznych - uzdrowienia finansów publicznych natychmiastowe. Pokazaliśmy, jak to zrobić w 2015 i 2016 roku. Pokażemy i teraz, po to, żeby natychmiast też dosypać pieniędzy do NFZ-u, bo ich tam po prostu zwyczajnie brakuje.
Dosypać. Skąd weźmiemy te pieniądze?
Z budżetu.
Panie ministrze, ale mamy ogromne wydatki, na przykład na obronność. Tam również trzeba by było cały czas dosypywać. Mamy na to pieniądze? Czy Polacy zapłacą więcej składek?
Nie, Polacy nie muszą płacić więcej za składki. Polacy muszą płacić tyle, ile płacą, tylko wszyscy muszą płacić. Giganci również.
Dzisiaj giganci nie płacą, podobnie jak nie płacili do 2015 roku i powstają wielkie luki. Pan Domański, tworząc już trzeci raz budżet, pomylił się po raz kolejny o kilkadziesiąt miliardów złotych za 2025 rok. Niedobór środków w budżecie w stosunku do tych zaplanowanych to było prawie 40 miliardów złotych. Niech pani tylko te cztery z tego weźmie, czy 10 z tego weźmie i wrzuci do NFZ, to ma pani normalnie funkcjonującą służbę zdrowia. Nie jakoś cudownie, ale już normalnie. Bez zamykania oddziału za oddziałem, bez wyrzucania ludzi z kolejek, mimo że sprzęt stoi i mógłby ich zdiagnozować, bo będą na to środki.
Dobrze. Moje ostatnie pytanie wiąże się z rzecznikiem praw dziecka, który w ostatnim czasie zyskał na popularności i stało się to stanowisko osławione. Natomiast spotkałam takie pytanie w internecie. Czy Rzecznik Praw Dziecka powinien się zajmować również dziećmi nienarodzonymi i ich prawami?
Ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka uchwalona zdaje się w 2001 roku, obowiązująca już od 25 lat nieprzerwanie w artykule drugim ustęp pierwszy zawiera definicję legalną dziecka i wiecie państwo, co tam jest napisane? Od 25 lat!
Dzieckiem jest osoba ludzka od momentu poczęcia do osiągnięcia pełnoletności, więc zadaniem rzecznika praw dziecka jest ochrona praw dziecka na każdym etapie życia dziecka, a sama ustawa - nie wchodzimy tu w kwestie światopoglądowe tylko legalistyczne, legalne - sama ustawa o rzeczniku mówi, kto to jest dziecko. Dzieckiem jest osoba ludzka od momentu poczęcia do osiągnięcia pełnoletności, artykuł 2 ust. 1 ustawy o rzeczniku praw dziecka, który pokazuje jakie są zadania rzecznika, więc sama ustawa odpowiada na pytanie pani redaktor.
Czy my egzekwujemy to od rzecznika?
Nie egzekwujemy, co więcej jest jakieś przyzwolenie na to, żeby tego rzecznik nie robił - albo ideologiczne podejście, które powoduje, że pomimo tego, że ustawa stanowi co innego od 25 lat, rzecznicy inaczej interpretują prawo. I tu się zaczyna robić problem.
A będzie pan to egzekwował, jeśli zostanie pan premierem?
Każdy premier, każdy minister, każdy człowiek, który zajmuje się sprawowaniem władzy, przede wszystkim musi egzekwować prawo, prawo jakie jest wiemy, właśnie zacytowaliśmy.
Prawo, jakie jest, każdy widzi. Dziękuję bardzo.
Bardzo dziękuję. Dziękuję państwu.
Komentarze (0)