Reklama

Poruszyć niebo i ziemię dla Emilki z Kupna. Rozmawiamy z Anną Wilk, mamą chorej dziewczynki

Opublikowano: pon, 27 gru 2021 17:00
Autor: | Zdjęcie: Kamil Ząbczyk

Poruszyć niebo i ziemię dla Emilki z Kupna. Rozmawiamy z Anną Wilk, mamą chorej dziewczynki  - Zdjęcie główne

- Emilka jest coraz bardziej aktywna, ciekawa świata, a już zauważamy, że czasem sinieją jej wargi, dla mnie jako matki ten widok jest porażający, bo wiem, że zbiórka musi przyśpieszyć, że musimy zdążyć, że nie mamy tak dużo czasu - powiedziała w rozmowie z nami wzruszona Anna Wilk, mama chorej dziewczynki. | foto Kamil Ząbczyk

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Emilka Wilk urodziła się 4 lipca 2021 roku. W 22. tygodniu ciąży rodzice dowiedzieli się, że ich córeczka ma poważną wadę serca - zespół Fallota, atrezję zastawki tętnicy płucnej, pień płucny i tętnice płucne skrajnie hipoplastyczne. Zdrowie i życie dziewczynki lekarze wycenili na kilka milionów złotych. Jedyną szansą na normalne życie jest skomplikowana operacja w Stanford w USA. Emilka jest silna, ale czas ucieka.

W grudniowe przedpołudnie pojechałem na spotkanie z rodziną Emilki. Drzwi w jednym z domów w Kupnie (gm. Kolbuszowa) otworzyła mi babcia Zosia i z uśmiechem zaprosiła do środka. W pokoju czekała na mnie cała rodzina, mama Ania z Emilką na rękach, tata Michał ze starszą córeczką Hanią i siostra Justyna.

Byłem ciekawy, jak zareaguje na mnie mała bohaterka - Emilka. Była ubrana w świąteczne ciuszki z kokardką na głowie. Ciągle się uśmiechała i spoglądała na mnie. Była żywo zainteresowana aparatem, który trzymałem w rękach.

Nie można Emilce odmówić uroku i ciekawości świata. Mimo ciężkiej choroby dziewczynka nie przestawała się uśmiechać. Pomyślałem sobie, że dla tego uśmiechu warto walczyć. I zapewne właśnie ten uśmiech daje rodzicom ogromną siłę na co dzień.

Kiedy usłyszałaś diagnozę od lekarzy, przeczuwałaś, że będzie to tak długa i trudna walka o powrót do zdrowia Emilki?

- Już w połowie ciąży wiedzieliśmy, że wada jest bardzo skomplikowana i rzadka. Na badaniach prenatalnych pani doktor mówiła nam, że czeka nas dużo wizyt w szpitalu i trudna walka o życie Emilki. Czekaliśmy na to, jak jej organizm zareaguje po urodzeniu – czy przeżyje, czy będzie mogła sama oddychać. Ja wiedząc już, jaką wadę serca ma córeczka, śledziłam historie innych dzieci, sprawdzałam wszystkich lekarzy, z którymi będziemy mogli się konsultować i wybrać najlepszą opcję leczenia dla niej.  

Lekarze jednoznacznie nam powiedzieli, że taką wadę, jaką ma Emilka – nie tylko samo serce, ale to co jest poza sercem – najlepiej operuje się w Stanach Zjednoczonych.  Usłyszeliśmy, że rekonstrukcji tętnic mniejszych nie robi się w Polsce i Europie, to był dla nas ogromny cios. Tam operacje często wykonywane są jednoetapowo, taki zabieg może trwać około 15 godzin. W Polsce Emilkę czeka operacja za operacją, żmudna i ciężka droga, operacje przedłużające jej życie... Niestety, ale każda operacja to ryzyko dużych powikłań.

Zapewne wiele osób zastanawia się, dlaczego ta operacja kosztuje tyle milionów. Z czego one wynikają? 

- Służba zdrowia w USA generalnie jest niesamowicie droga. Jedyny człowiek na świecie, który z powodzeniem przeprowadza takie skomplikowane operacje to profesor Frank Hanley – który zajmuje się m.in. rekonstrukcją mniejszych tętnic. Do tego ośrodka przybywają dzieci z całego świata. Ta ogromna kwota może świadczyć też o tym, jak bardzo skomplikowana jest wada serduszka Emilki. Kurs dolara niestety też jest wysoki, to też nam bardzo podniosło cenę.

Byłam przygotowana na tak dużą kwotę. Jest ona jednak szokująca dla innych ludzi, którzy dopiero teraz zaczęli śledzić naszą historię. Ja już wcześniej widziałam zbiórki do Stanford, które miały zbliżone kwoty do naszej. Od połowy ciąży czułam, że będziemy walczyć o operację w tej klinice.

Wielokrotnie to zaznaczałam - kwota jest ogromna, ale z drugiej strony, co byłoby, gdyby ktoś mi powiedział, że nie ma nikogo, kto mógłby zoperować Emilkę. Co byłoby, gdyby powiedziano mi, że ona kilka miesięcy lub lat pożyje i umrze, że będę musiała się przygotować na to, że Emilka odejdzie? To byłby dla nas ogromny cios...

Natomiast jeśli ja wiem, że jest człowiek, który zajmuje się taką operacją i moje dziecko może w przyszłości całkowicie normalnie się rozwijać, żyć i funkcjonować, chodzić do przedszkola czy szkoły, to dla mnie jest ogromna radość. Po prostu musimy dążyć do tego, żeby Emilka tam poleciała, przeszła operację i żyła.

Jest taki moment, kiedy nie myślisz o chorobie córeczki?

- Nie, nie ma takiego momentu. Cały czas myślę, że to się jednak nie dzieję naprawdę, że to jest jakiś koszmar, że za jakiś czas się obudzę i okaże się, że Emilka jest zdrowa i nie potrzebujemy tak kosztownej operacji. Obserwowałam inne zbiórki, pomagałam i zawsze myślałam, jaka jestem szczęśliwa, że moje dziecko, moja starsza córeczka, jest zdrowa. A nagle trafiło na nas.

Kiedyś tak sobie myślałam, że każda kobieta, kiedy zachodzi w ciąże, modli się, aby urodzić zdrowe dziecko. Teraz już wiedząc, że Emilka urodzi się z wadą serca, modliłabym się tylko o to, żeby ta wada była taka, żeby lekarze mogli ją operować tutaj w naszym kraju. Nam trafiła się wada niesamowicie rzadka.

Poruszymy niebo i ziemię, by nasze dziecko poleciało do Stanów Zjednoczonych. Za pięć miesięcy Emilka powinna znaleźć się w Stanford. To bardzo mało czasu, mimo to nie poddajecie się.

- Zbiórkę założyliśmy we wrześniu, ale tak naprawdę nabrała ona rozpędu miesiąc temu, bo wtedy dostaliśmy kwalifikację ze Stanford. Czekaliśmy bardzo długo na odpowiedź, bo we wrześniu Emilka musiała przejść pierwszą operację w Krakowie. Musieliśmy na nowo przesłać aktualne badania i przetłumaczony wypis do kliniki w Stanford.  

Wierzymy w to, że w ciągu tych kilku miesięcy uda nam się zebrać kwotę. Dużo wspaniałych i dobrych ludzi nam pomaga.

Jeśli uda się uzbierać potrzebną kwotę, to co dalej? Wylatujecie prosto do Stanów Zjednoczonych?

- Jeśli będziemy mieć kwotę zbliżoną do końcowego paska zbiórki, czyli około 80 proc., mamy skontaktować się z kliniką w Stanford, że potrzebna kwota jest już zebrana. Następnie ustalony zostanie termin naszego przyjazdu do kliniki i samej operacji.

Zostaje tak naprawdę załatwić wszelkie formalności - płatności, wizy, pozwolenia itd. Po otrzymaniu terminu operacji lecimy do USA i wtedy Emilka od nowa przejdzie szereg badań i planowaną operację. Tak to się odbywa.

Co będzie, jeśli nie uda się zebrać pieniędzy na czas. Jest szansa na operację w Polsce?

- Wszystko zależy od tego, w jakim stanie będzie Emilka. My w każdej chwili jesteśmy przygotowani na pobyt w szpitalu. Cały czas jesteśmy pod kontrolą kardiologów i kardiochirurgów. Mamy wizyty, konsultacje i te aktualne wyniki badań na bieżąco przesyłamy do Stanford.

To nie jest tak, że całkowicie odcięliśmy się od lekarzy w Polsce. Wręcz przeciwnie, oni nam cały czas pomagają, konsultują z nami obecny stan zdrowia Emilki. Gdyby zdarzyło się tak, że coś by się z Emilką działo niepokojącego, to wtedy jedziemy do Szpitala Dziecięcego w Krakowie i lekarze decydują, jaka opcja jest najlepsza dla Emilki w danej chwili.

Pierwsza operacja była we wrześniu. Myślałam, że uda się jej uniknąć, jednak jej stan był na tyle poważny, że musiała zostać przeprowadzona w trzecim miesiącu życia, dało to nam trochę czasu, ale jej serduszko to nadal tykająca bomba. Saturacje, czyli poziom dotlenienia organizmu Emilki, są na poziomie 80 proc., u zdrowego człowieka powinny wynosić min. 95 procent. Jak długo wytrzyma tak Emilka? Ona jest coraz bardziej aktywna, ciekawa świata, a już zauważamy, że czasem sinieją jej wargi, dla mnie jako matki ten widok jest porażający, bo wiem, że zbiórka musi przyśpieszyć, że musimy zdążyć, że nie mamy tak dużo czasu.

Co czujesz, widząc, jak wiele ludzi angażuje się w pomoc Emilce?

- Jestem niesamowicie wzruszona, dumna i szczęśliwa, że pochodzę z takiej miejscowości, z tych okolic i wszyscy nam tak pomagają. Tak naprawdę po waszym pierwszym artykule otrzymaliśmy niesamowite wsparcie i duży odzew.

Prawdę mówiąc, ludziom trzeba dać możliwość, a będą pomagać, bo oni chcą to robić. Każdy nam teraz pisze, że będzie z nami do końca, że nam kibicuje, wysyła informacje do znajomych i udostępnia naszą zbiórkę. To jest coś niesamowitego.

Jeśli chodzi o całe Podkarpacie - to są jakieś cuda po prostu, to co ludzie robią. Zbiórka nabiera rozpędu.

Kiermasz charytatywny w Kupnie odwiedziły setki osób. Uzbieraliście ponad 34 tysiące złotych. Efekt zbiórki, domyślam się, że był niemałym zaskoczeniem...

- Aż takiej kwoty się nie spodziewałam, bo to jednak jest mała miejscowość. Wiedziałam, że ludzie chcą pomagać i pomogą, ale kwota jest ogromna. Śmieję się, że został rozbity bank i to jest coś niesamowitego.

Dziewczyny tak naprawdę nie miały zbyt wiele czasu na przygotowanie takiej imprezy. Dochodzi do tego, swego rodzaju, gorączka świąteczna, a tu nagle tylu ludzi przyjechało, tylu ludzi nas wsparło, tyle atrakcji było na tym kiermaszu.

To jest ogromne zaskoczenie, ale to świadczy tylko o tym, jak po prostu dobre serca mają ludzie. To była okazja, żeby dać im możliwość ofiarowania pomocy i to po prostu wykorzystali - przyjechali, pomogli i wsparli naszą zbiórkę.

Kto odpowiada za te wszystkie akcje? Organizacja tego typu wydarzeń jest nie lada wyzwaniem.

- Dałam wolną rękę dziewczynom z mojej rodzinnej miejscowości. One powiedziały, że wszystko zorganizują i zapytały tylko, czy się zgadzam. Oczywiście powiedziałam tak.

Natomiast ja sama nie jestem w stanie wymienić tutaj wszystkich, którzy pomagali, bo było ich tak dużo. Jednakże, całą organizacją zajęła się Kasia Furtak-Draus i Wiola Mytych. One zorganizowały wszystkie te atrakcje. Pracowały dzień i noc, odbierały telefony, dzwoniły, załatwiały wszystkie formalności, miały przy tym duże wsparcie mojej rodziny i wielu innych osób.

Wiem, że dziewczyny miały pomysł, by zrobić z tego duże wydarzenie, a zrobiły ogromne wydarzenie. Już teraz dziękujemy wszystkim z całego serca za zaangażowanie i pomoc.

Macie w planach kolejne akcje mające na celu zebranie pieniędzy na leczenie Emilki?

- Tak, oczywiście. Dziewczyny mówią, że one się nie zatrzymają i już myślą o kolejnych imprezach charytatywnych dla Emilki. Maszyna ruszyła. Póki pasek zbiórki się nie zapełni, one będą działać!

Słyszałam o akcji z grupą morsów, ale nie znam jeszcze szczegółów. Na pewno w planach są jeszcze inne wydarzenia. Oczywiście będziemy informować na bieżąco.

Chciałabyś może coś powiedzieć naszym Czytelnikom?

- Przede wszystkim bardzo dziękuję ludziom za to, jak nas wspierają, jak śledzą historię Emilki i za to, że wierzą w to, że polecimy do Stanów Zjednoczonych i Emilka przejdzie operację oraz będzie funkcjonowała i rozwijała się jak każde dziecko w jej wieku. To dla nas bardzo ważne. 

Nadal prosimy wszystkich o modlitwę i wsparcie w tym tak trudnym dla nas czasie.

 

Możliwe formy wsparcia Emilki:

1. Zbiórka w serwisie Siepomaga.pl: www.siepomaga.pl/emilkowe-serce

2. Przelew tradycyjny:

Dane odbiorcy:

Fundacja Siepomaga

Pl. Władysława Andersa 3

61-894 Poznań

Numer rachunku: 35 2490 1028 3587 1000 0014 8627

Tytułem: Darowizna Emilia Wilk

3. Wyślij SMS na numer 72365 o treści 0148627. Koszt 2,46 zł

Więcej informacji znajdziesz na stronie "Ratujmy serce Emilki" w serwisie Facebook.

 

Artykuł pochodzi z portalu korsokolbuszowskie.pl. Kliknij tutaj, aby tam przejść.
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zaloguj się aby otrzymać dostęp do treści premium

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.