Reklama

Młodzi z pasją: „Są pewne sztuczki – gotujesz coś, a później mówisz, że to wegańskie”

Opublikowano: śr, 30 paź 2019 08:50
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Emilia Matrejek pochodzi z Jarosławia – w swoim mieście znana jest przede wszystkim ze świetnych wyników w nauce, w tym zdaniu matury na 100%. W Internecie zaś jako wegańska Instagramerka _eatwithoutmeat_. Pokazuje na nim jak w prosty i przystępny sposób zrobić pyszne i zdrowe wegańskie potrawy. Porozmawialiśmy z nią o tym, jak to się wszystko zaczęło, kim się inspiruje, jak postrzega weganizm i inne diety oraz o swojej pierwszej influencerskiej współpracy z firmą.

DJ (Damian Jemioło): W Internecie można przeczytać, że jako jedyna z Podkarpacia zdałaś maturę na 100%. Chodzi o jeden przedmiot czy o wszystkie?

 

EM (Emilia Matrejek): Cały program ma swoje wytyczne, to nie jest tak, że wszystkie przedmioty maturalne trzeba zdać na 100%, choć była w historii taka osoba. Chodzi tutaj o to, aby uzyskiwać wyniki na ponad 90%, w tym co najmniej jeden na 100%. W moim przypadku było tak, że matematykę oraz język angielski zdałam na 100%, język polski na 96% - jeśli chodzi o maturę podstawową. Co się zaś tyczy rozszerzonej, to z geografii i niemieckiego uzyskałam 100%, z matematyki 96%, natomiast z angielskiego 94%. Kapituła programu wybiera osoby, które spełniają kryteria, z pośród tych, którzy są finalistami kwalifikuje się 25 osób, które według przeliczników, wypadają najlepiej. 

 

DJ: W tym roku jesteś jedyną osobą, która miała taki wynik na Podkarpaciu, prawda?

 

EM: Tak, zdecydowanie więcej osób było z Pomorza czy Mazowsza. Bardzo się cieszę z tego powodu. Co ciekawe dwa lata temu również osoba z Podkarpacia, także z Jarosławia i nawet o tym samym nazwisku była laureatem tego projektu. To znaczy, że Podkarpacie mimo wszystko się wybija, nie jest z nami chyba aż tak źle (śmiech).

 

DJ: Zbieżność nazwisk czy może rodzina?

 

EM: Zupełna zbieżność nazwisk, choć znam tę dziewczynę z widzenia ze szkoły muzycznej, ale nic poza tym.

 

DJ: Media pisały o Tobie, że jesteś niezwykle uzdolnioną osobą, wręcz erudytką. Podobno odnosiłaś sukcesy zarówno w naukach matematyczno-przyrodniczych, jak i językowych. Od zawsze byłaś taką pilną uczennicą?

 

EM: Nie ukrywam, że od dzieciństwa mam wpojoną potrzebę samorozwoju i samorealizacji. Korzystam ze wszystkich możliwości, które pojawiają się na mojej drodze. Na początku było to trochę motywowane podążaniem za moją siostrą, która też jest bardzo ambitna i zawsze miała świetne wyniki w nauce. Niemniej, odkąd pamiętam było tak, że kiedy był jakiś konkurs, a ja miałam czas się do niego przygotować, to brałam w tym udział. O ile nie było to jakoś zupełnie odbiegające od moich zainteresowań. Starałam się przygotować do każdej olimpiady, która gdzieś tam „wpadała mi w ręce”. Nawet w trzeciej klasie liceum, wzięłam udział w konkursie o Juliuszu Słowackim, choć zupełnie nie było to związane ze moim profilem w szkole średniej, bo uczęszczałam na mat-fiz. Stwierdziłam jednak, że skoro jestem w stanie znaleźć na to czas i mogę jeszcze więcej osiągnąć, to dlaczego mam z tego nie skorzystać?

 

DJ: Uważasz, że taka chęć samorealizacji pomogła Ci w Twojej edukacji?

 

EM: Trudno powiedzieć, myślę, że to jest wrodzona potrzeba stawiania sobie coraz wyższych poprzeczek, dążenie do nich, żeby po prostu było ciekawiej. Mogłabym w tym czasie oglądać seriale, ale jeśli coś się w życiu dzieje, ma się jakiś określony cel, to później widać tego efekty, a to bardzo fajne. Nawet jeśli miałoby to być później dostanie statuetki czy lepszej oceny na koniec roku. Zawsze te efekty są wymierne, choćby sama satysfakcja, docenienie. Nawet to, że dzięki mnie szkoła zyskała jakiś rozgłos. Wszystko się liczy – jest dobrym wynikiem tej ciężkiej pracy.

 

DJ: Jesteś weganką od 3 lat, jak to się zaczęło?

 

EM: Nieco ponad 3 lata temu zaczęłam się wdrażać w zdrowszy styl życia. Musiałam zmienić nawyki żywieniowe, wcześniej jadłam bardzo źle. Zaczęłam więc odkrywać w Internecie zdrowsze sposoby gotowania i w końcu trafiłam na weganizm. Po prostu zaprzestałam przygotowywać sobie mięsa, mniej więcej przez tydzień. Stwierdziłam, że skoro dałam radę przez tydzień, to czemu by nie spróbować tak żyć? Zaczęłam więcej szperać w Internecie, okazało się, że jest to coś, co naprawdę mnie kręci, interesuje. W końcu odkrywałam wszelkie tajniki kuchni wegańskiej, próbowałam nowych rzeczy, produktów, których nigdy wcześniej nie jadłam. Dzięki weganizmowi, pierwszy raz jadłam ciecierzycę czy soczewicę, choć na początku było to dla mnie bardzo abstrakcyjne, a okazało się naprawdę smaczne. Od tamtej pory już zostałam przy weganizmie.

 

DJ: Czyli nie było to z pobudek etycznych?

 

EM: Nie, to była bardziej ciekawość. Mój przypadek jest o tyle inny, że u mnie kwestie etyczne raczej nie wchodzą w grę. Wiadomo – przykre jest to, co się dzieje ze zwierzętami, ale nie stawiam tego na pierwszym miejscu. Z tego powodu nie naciskam też na innych ludzi, żeby zmienili dietę. Wiem, że niektórzy weganie potrafią tak robić, powołując się na cierpienie zwierząt, ale ode mnie raczej się tego nie usłyszy.

 

DJ: W Internecie prezentujesz przeróżne przepisy, jak sama określasz – dla wegan i wegetarian. Gotowanie to Twoja pasja?

 

EM: Tak, to jest coś w czym się zakochałam te 3 lata temu. Można powiedzieć, że nie wychodzę z kuchni – każdą wolną chwilę spędzam na gotowaniu. Jeśli mam czas dla siebie, to w pierwszej kolejności myślę właśnie, co mogłabym ugotować, upiec, co jeszcze można wypróbować. Nie wyobrażam sobie z tego zrezygnować, przestać próbować nowych rzeczy.

 

DJ: Twoja popularność jest większa na Instagramie niż na Facebooku, jak myślisz, dlaczego?

 

EM: Przede wszystkim dlatego, że to właśnie od Instagrama zaczynałam. Dopiero po około półtora roku, może nawet po dwóch latach, połączyłam to konto z Facebookiem. Tak naprawdę obserwatorzy, których mam na Facebooku, to prawie tylko i wyłącznie moi znajomi, których sama zaprosiłam do polubienia mojej strony. Może też jestem po prostu za mało zorientowana w sposobach promocji swojego konta na Facebooku, ale myślę, że to jest zupełnie inna metoda docierania do odbiorców. Na Instagramie wystarczy wstawić hasztag, skomentować czy jakoś inaczej zachęcić jakiegoś influencera, żeby oznaczył Twój profil na zdjęciu czy story. Dzięki temu kolejne grono przypadkowych osób może do Ciebie dotrzeć. Na Facebooku, jeśli nie wyszukasz mnie konkretnie po mojej nazwie, to tak naprawdę myślę, że trudno jest natrafić na moje konto. I nie mam nawet pomysłu, co zrobić, aby to zmienić. 

 

DJ: Uważasz, że Instagram jest lepszym medium do promowania siebie i swojej pasji?

 

EM: Tak mi się wydaje – przynajmniej z własnego doświadczenia. Sama, kiedy szukam inspiracji, to w pierwszej kolejności sięgam po Instagram. Ta forma prezentowana na Instagramie jest znacznie przystępniejsza, zwłaszcza pod kątem wizualnym. Widzę zdjęcia – to pierwsze, co mi się rzuca w oczy. Jeśli jestem nim zainteresowana, patrzę na opis, jeśli on też do mnie przemówił, wejdę na czyjeś konto. Jeżeli potrzebowałabym czegoś konkretnego, wpisałabym jakiś hasztag. Czasem za pośrednictwem jakiegoś mojego ulubionego konta trafię na inne, ciekawe profile. Instagram jest w mojej ocenie lepiej zbudowany. Instagram idzie też w coraz lepszym kierunku i jest chyba najprostszym narzędziem do promocji, bo wymaga najmniej wysiłku. Na YouTube, na przykład trzeba znać się na montowaniu filmów i ich robieniu, na Instagramie wystarczy wrzucić zdjęcie, pobawić się efektami, dać krótki opis – i już, a hasztagi robią resztę.

 

DJ: Czy wiążesz swoją przyszłość z działalnością blogerską?

 

EM: Na pewno nie zamierzam w najbliższej przyszłości rzucać bloga. Raczej staram się rozwijać go coraz bardziej, szukam nowych sposobów, żeby pozyskać obserwatorów, aby jak najbardziej się promować. Dlatego cieszą mnie nowe możliwości, sam fakt, że ktoś mnie zauważa. Teraz, kiedy zaczęłam studiować, zmieniłam środowisko, ludzie często słyszą, że prowadzę bloga i zawsze jest takie „wow” i kilka obserwujących więcej. Chciałabym się rozwijać, tym bardziej, że to sposób, żeby realizować moją pasję. Niemniej – hobbystycznie, nie nastawiam się na to, że będę się utrzymywać z blogowania.

 

DJ: W Twojej ocenie dieta wegańska jest zdrowa?

 

EM: Tak, według mnie – tak. Mimo wszystkich niuansów typu „frytki z keczupem też są wegańskie”. Weganie mają tę tendencję, żeby jeść zdrowo. Dieta wegańska jest kojarzona z mnóstwem kolorów, niestandardowych rozwiązań. Weganie częściej sięgną po zdrowsze zamienniki, na przykład nie będą używać cukru tylko jakiegoś słodzika czy syropu. Oprócz samego wykluczenia produktów odzwierzęcych, to jest tutaj też trend, żeby iść w zdrowszą stronę. A to, że od czasu do czasu lubią zjeść sobie te przysłowiowe frytki z keczupem czy Oreo (które też jest wegańskie, taka ciekawostka), czy jakieś inne słodycze napakowane chemią, to są raczej normalne rzeczy. Nie ma, co przesadzać w jedną czy w drugą stronę. Według mnie weganizm jest zdrowy.

 

DJ: A co w przypadku dzieci? Uważasz, że również może być dla nich zdrowy?

 

EM: Uważam, że jest odpowiedni dla dzieci. Jest to potwierdzone przez naukowców. Były prowadzone badania, co do stosowności diety wegańskiej dla wszystkich grup wiekowych i stadium życia. Wykazały one, że na każdym etapie życia tego typu odpowiednio zbilansowana dieta jest zdrowa. Oczywiście, jeśli jesteś rodzicem, który wprowadza weganizm u dziecka, musisz pilnować aby to nie było byle co. Musi tu być jak najwięcej warzyw, owoców, odpowiednia ilość białka. Ale jest to do zrobienia, sama obserwuję blogerkę, która wychowuje dziecko od samego początku na diecie wegańskiej i daje radę. Takich rodzin jest dużo, dużo więcej.

 

DJ: Uważasz, że powstanie syntetycznego mięsa sprawi, iż znacznie mniej zwierząt będzie przeznaczane na cele hodowlane?

 

EM: Myślę, że na pewno nie w najbliższej przyszłości. Występuje tutaj aspekt kulturowy – ludzie są przyzwyczajeni, że jedzą mięso jako część zwierzęcia. Już mamy wegańskie substytuty mięsa, czyli jeśli ktoś chciałby zadowolić się tym smakiem, to mógłby kupić seitan czy tempeh lub podobne produkty. Osobiście jadłam wegańskiego kebaba z substytutem mięsa i nigdy w życiu bym nie powiedziała, że to nie jest mięso. Mięsożercy mimo wszystko nie kupują tego i nie decydują się na to, bo chcą jeść mięso jako mięso. Myślę, że nawet powstanie syntetyczny substytut, to ten trend będzie się utrzymywać, a ludzie będą podchodzić do tego sceptycznie. Może z czasem zacznie się to ucierać, ale na pewno nie będzie tak, że kiedy powstanie taki zamiennik, to nagle połowa ludzkości rzuci jedzenie mięsa.

 

DJ: Co sądzisz o frutarianizmie?

 

EM: Szanuję osoby, które są frutarianami, tak jak wszystkie inne diety, ale sama nigdy bym się na to nie zdecydowała. Uważam, że to przesada. Trudno jest to porównywać do weganizmu. Dieta wegańska jest w stanie dostarczyć wszystkich potrzebnych składników odżywczych, poza witaminą B12, a frutarianizm, to rezygnacja z białka oraz innych mikro i makroelementów. To jest szkodzenie samemu sobie, swojemu zdrowiu. Sama też nie widzę w tym sensu. Nie chcę nikogo oceniać, ale dla mnie to nie byłoby przyjemnością jedzenie tylko owoców.

 

DJ: Nie znalazłem nigdzie w Internecie jakichś Twoich wypowiedzi, co do weganizmu. Dlaczego? Chcesz go promować poprzez swoje przepisy?

 

EM: Nikt mnie o to nigdy nie pytał. To jest moja pierwsza publiczna wypowiedź na temat weganizmu. Zawsze, kiedy pojawiałam się w Internecie czy w mediach, to pod kątem osiągnięć szkolnych. Nie miałam po prostu okazji wypromować siebie jako weganki, może też dlatego, że pochodzę z Jarosławia, a to mała miejscowość. 

 

DJ: Czy są jakieś kanały kulinarne lub weganie, z których czerpiesz inspiracje? 

 

EM: Mogłabym wymieniać i wymieniać… Moja przygoda zaczęła się od Karoliny Gawrońskiej, która słynie z wegańskich słodkości. Oprócz tego bardzo mocno popieram to, co robi Natalia Krupska z Plantifulway, wydała niedawno swoją książkę. Zresztą, znam ją osobiście, bo razem chodziłam do niej na warsztaty. Oprócz tego bardzo lubię blog Ani Sudoł, mam jej ebooki. Inspiruje mnie też kanał na YouTube Healthy Omnomnom prowadzony przez Irenę Owsiak. Wymieniłabym także erVegana czy Weganona, to takie klasyki. Bardzo podoba mi się to, co robi Weganon, bo wstawia różne, tradycyjne polskie przepisy w wersjach wegańskich, często je próbuję. Za to jeśli chodzi o erVegana, to mam jego książki. Inspiruję się tylko osobami, które podchodzą w jak najprostszy i najbardziej naturalny sposób do weganizmu, a nie są to jakieś abstrakcyjne, wygórowane, czasochłonne przepisy.

 

DJ: Myślałaś kiedyś nad założeniem kanału na YouTube?

 

EM: Byłoby fajnie, ale totalnie nie potrafiłabym znaleźć tyle czasu. Ponadto nie mam do tego umiejętności, wiem, że da się to wyuczyć, ale to jest kolejna porcja czasu do poświęcenia. Co więcej byłaby to kolejna platforma, na której musiałabym budować od zera swoją popularność. Widzę zresztą, po innych blogerach, którzy mają po kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy followersów na Instagramie, a potem próbują sił na YouTube i nic z tego nie wychodzi. To zajmuje bardzo dużo czasu, żeby zebrać swoją publikę na kolejnej platformie. YouTube jest bardziej ograniczonym portalem, myślę, że raczej nie będę tego robić.

 

DJ: Jak Twoja rodzina patrzy na Twoją działalność Internetową i weganizm?

 

EM: Na samym początku, kiedy dowiedzieli się, że zostaję weganką, to oczywiście podchodzili do tego dosyć sceptycznie. Też przez wzgląd na to, że w naszym rejonie weganizm jest mało popularny. Raczej niezbyt dużo osób wiedziało o tym, że to jest dieta jak każda inna, a może być nawet zdrowsza i nieść korzyści dla organizmu. Potrzebowałam czasu, żeby ich do tego przekonać. Teraz jednak mnie wspierają, są z tego dumni. Mówią o mnie swoim znajomym, innym członkom rodziny, pokazują im mój profil na Instagramie. Cieszą się moją pasją razem ze mną. Sami pewnie nie przeszliby na weganizm, czasami trochę się z tego podśmiechują, ale raczej wyszłam w tej kwestii na prostą.

 

DJ: Na Internecie często można zobaczyć wojny pomiędzy weganami a mięsożercami. Powstają nawet całe kanały na YouTube czy blogi poświęcone stricte tej tematyce, np. Everyday Hero czy Życie pod Palmami. Co o tym sądzisz?

 

EM: Ja wyznaję jedną prostą zasadę – nie patrzę nikomu w talerz i tego samego oczekuję w drugą stronę. Według mnie nie ma żadnego sensu toczenie jakichkolwiek wojen. Jestem za tym, żeby jak najbardziej pokojowo podchodzić do sprawy. Tyczy się to również wegan, gdyż niektórzy z nich mają tendencje do jakichś strajków czy protestów. Oczywiście, mają do tego prawo, ale niektóre działania wykraczają poza granice tolerancji i jest to szkodliwe dla innych. Powodują automatycznie, że całą grupę traktuje się kolektywnie i mówi się, że wszyscy weganie są zafiksowani na punkcie ratowania zwierząt i są „dziwni”. Według mnie, jeśli chcesz być weganinem – ok, nie chcesz być, też ok. I tak powinno być. 

 

DJ: Jakie masz inne zainteresowania poza gotowaniem?

 

EM: Szeroko pojęty zdrowy styl życia. Dietetyka, siłownia – to mnie jakoś kręci. Ponadto języki obce oraz podróże, choć nie mam może jakichś niesamowitych możliwości, co do tego drugiego, ale nawet na wakacjach udało mi się zwiedzić Wielką Brytanię i Francję. Pracowałam wtedy jako au pair. Chciałabym w przyszłości jak najwięcej podróżować i przy okazji poznawać kuchnie świata, to się w pewien sposób ze sobą łączy. A jeśli chodzi o rzeczy szkolne czy uniwersyteckie, to lubię rozwiązywać zadania matematyczne, okazało się, że mikroekonomia jest dla mnie również interesująca.

 

DJ: Jak chcesz się rozwijać, jeśli chodzi o blogowanie i social media?

 

EM: Chcę zacząć współpracować z firmami. I właściwie już mi się to udało – z marką, która wchodzi na rynek z wegańskimi boxami. To była dla mnie ogromna radość i zaskoczenie. Tych obserwujących mam jeszcze dosyć mało, a oni się do mnie zgłosili. Chciałabym mieć możliwie jak najwięcej współprac, choć ważna jest dla mnie jakość. Może chciałabym też zacząć coś recenzować i oczywiście poszerzać grono odbiorców. To byłoby fajne, aby być z czasem rozpoznawalnym na Instagramie, nawet po swojej nazwie. Są takie profile, które weganie potrafią wyrecytować i wiadomo o kogo chodzić, fajnie byłoby być kimś takim w przyszłości.

 

DJ: I na koniec – co powiedziałabyś osobom, które uważają, że wegańskie jedzenie to tylko „trawa”?

 

EM: Poleciłabym im wejść na kilka pierwszych, lepszych blogów wegańskich. Nawet mój (śmiech), bo to przykład na to, że nie trzeba być mistrzem czy posiadać nie wiadomo jakie produkty, aby ugotować coś kolorowego i smacznego. Myślę, że to taka domena wegan, że jesteśmy bardzo otwarci na wszelkie, nowe smaki. Wiem, że niektórym trudno jest się przełamać. Choć są pewne sztuczki, można ugotować coś wegańskiego, nie wspominając o tym dopóki ten ktoś nie spróbuje i nie wywoła to na nim efektu „wow”. Radzę być otwartym, nie bać się próbować nowych rzeczy, nawet jeśli jesz mięso, to nie znaczy, że nie możesz pójść do wegańskiej restauracji. Nikt nikomu nie każe przechodzić na weganizm, ale ważne, żeby akceptować i tolerować, być otwartym na nowości.
 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zaloguj się aby otrzymać dostęp do treści premium

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.