Komitet referendalny, na którego czele stoi m.in. europoseł Tomasz Buczek, od początku podkreślał, że celem jest rozliczenie obecnych władz i pokazanie, że to mieszkańcy mają realny wpływ na swój region. Choć wymagany próg został osiągnięty, inicjatorzy nie zamierzają spoczywać na laurach. Przed nimi ostatnia prosta i walka o tzw. margines bezpieczeństwa, zanim dokumenty ostatecznie trafią na biurko Komisarza Wyborczego w Tarnobrzegu.
O kulisach wielkiej zbiórki, reakcjach mieszkańców na ulicach oraz o tym, dlaczego to dopiero połowa drogi do sukcesu, rozmawiamy z Tomaszem Rzeszutkiem, jednym z głównych organizatorów całej akcji.
Rozmowa z Tomaszem Rzeszutkiem, współorganizatorem inicjatywy referendalnej
Zebraliście 5 tysięcy podpisów, czyli tyle ile potrzeba do przeprowadzenia referendum, czy były momenty zwątpienia, że to się nie uda?
- Zebraliśmy dotychczas 5 tysięcy podpisów, ale to nie oznacza, że zbiórka jest zakończona! Na radość przyjdzie czas po złożeniu podpisów i zweryfikowaniu ich poprawności przez komisarza. A wiadomo, że jakaś część podpisów odpadnie na skutek kiepskiej czytelności lub błędów w peselu. Dlatego zbiórka trwa nadal i będziemy jeszcze w najbliższym czasie w tym tygodniu obecni na ulicach naszego powiatu. Musimy jeszcze zebrać 1000 podpisów, żeby mieć bezpieczną większość. Więc tak, referendum będzie, ale musimy dołożyć wisienkę na torcie i przypieczętować wygraną.
Jeżeli chodzi o zwątpienie to nie było takiego momentu, po prostu zbiórka powoli się rozkręcała, ale po przekroczeniu połowy wymaganych podpisów bardzo dynamicznie przyśpieszyła. Wyszliśmy na ulicę i do domów. Widzimy w kontakcie z mieszkańcami, że i oni się przełamali, coraz śmielej z każdą kolejną zbiórką podpisywali listy i wspierali nas dobrym słowem.
W której gminie udało się zebrać najwięcej podpisów?
- Nie prowadzimy takich statystyk. Zbieraliśmy w każdej gminie. Wiadomo, że proporcjonalnie najwięcej będzie podpisów z gminy najliczniej zamieszkałej, czyli Kolbuszowej. Miarodajna ocena byłaby możliwa, gdybyśmy wiedzieli, ile mamy podpisów z danej gminy i zestawilibyśmy to z liczbą mieszkańców - tak wyliczony procent byłby ciekawy analitycznie, ale niestety nie mamy takich danych. Wszystkim którzy już się podpisali pod inicjatywą referendalną bardzo dziękujemy i prosimy jeszcze o wsparcie tych, którzy tego nie uczynili. Wasz głos ma znaczenie!
Jak ludzie reagowali na Was i Wasz pomysł? Jakie komentarze słyszeliście "za", a być może "przeciw" organizacji referendum?
- Mieszkańcy bardzo dobrze są zorientowani w sprawach lokalnych. Staroście nazbierało się za całokształt, ale przede wszystkim za podejście do ludzi. Za pogardę i arogancję wobec wyborów. Nie mieliśmy też czasu, aby rozmawiać długo z każdym, bo skupieni byliśmy na zbiórce. Ciekawą obserwacją jaką mam a jaką chciałem się podzielić jest duży odsetek osób, które choć się bały podpisać ze względu na powiazania rodzinne lub koleżeńskie z radnymi, czy poprzez uzależnienie zawodowe, to deklarowały, że w samym referendum, jeśli dojdzie do skutku, jak najbardziej wezmą udział.
Co czujecie jako organizatorzy referendum, w momencie, gdy udało Wam się zebrać tyle podpisów pod organizacją referendum?
- Jest jeszcze za wcześnie by mówić o sukcesie. Czkamy cierpliwie na zbiórkę potrzebnego zapasu podpisów, aby procedura liczenia podpisów u Komisarza wyborczego czymś nieprzyjemnym nas nie zaskoczyła. Prosimy raz jeszcze o Państwa wsparcie w tym ostatnim tygodniu a na radość będzie jeszcze czas. To dopiero połowa drogi. Wiemy, że najważniejsza w głosowaniu za lub przeciw odwołaniu rady będzie frekwencja.
Jak namówić i przekonać mieszkańców, aby poszli do urn?
- Wiem, że mieszkańcy nie zawiodą. Jeśli wszystko się uda będą mogli wziąć sprawy w swoje ręce i pokazać staroście Kardysiowi i radnym, że to mieszkańcy sprawują realną władzę w powiecie a oni mieli być ich reprezentantami, ale się w tej roli nie spełnili. Wśród mieszkańców czuć tego ducha możliwych pozytywnych zmian jakie mogą zajść w naszym powiecie. My w całej strukturze komitetu referendalnego zawsze w to wierzyliśmy, dlatego podjęliśmy się tego trudnego zadania. W tym miejscu chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim koleżankom i kolegom, którzy poświecili wiele czasu i energii na prowadzenie zbiórki podpisów. Bez nich nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy, czyli dosłownie o krok od wytyczonego celu. Mam nadzieję, że wielu z nich to przyszli radni, którzy pokażą, że można inaczej niż do tej pory zarządzać naszym powiatem.
Co teraz? Liczy się każdy dzień
Zbiórka wchodzi w decydującą, finałową fazę. Wolontariusze i członkowie komitetu będą w najbliższych dniach intensywnie patrolować ulice miast i wsi powiatu kolbuszowskiego, aby zabezpieczyć dodatkowy tysiąc podpisów. Ma to uchronić projekt przed ewentualnym odrzuceniem części głosów z powodów formalnych (np. nieczytelny PESEL czy błąd w nazwisku).
Po zebraniu bezpiecznego zapasu, pełna dokumentacja zostanie oficjalnie przekazana Komisarzowi Wyborczemu w Tarnobrzegu. Jeśli weryfikacja przebiegnie pomyślnie, to Komisarz wyznaczy oficjalną datę referendum, w którym mieszkańcy ostatecznie zdecydują o losach starosty Józefa Kardysia i obecnej Rady Powiatu. Do uznania referendum za ważne wymagana będzie frekwencja na poziomie 3/5 liczby osób uczestniczących w ostatnich wyborach do tego organu (czyli niespełna 15 tysięcy mieszkańców).
Komentarze (0)