Reklama

Koronawirusowa droga przez mękę

Opublikowano:
Autor:

Koronawirusowa droga przez mękę - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Mieszkanka powiatu kolbuszowskiego doświadczyła, jak wygląda teraz opieka nad osobami zakażonymi koronawirusem w wykonaniu naszej służby zdrowia.

Do redakcji "Korso Kolbuszowskiego" zgłosił się do nas mężczyzna pochodzący z powiatu kolbuszowskiego, którego żona, najprawdopodobniej w pracy zaraziła się koronawirusem. Jak mówił, najpierw w stanie krytycznym trafiła ona na izbę przyjęć do Kolbuszowej. Następnie dostała skierowanie do Mielca. Słaniającą się na nogach kobietę, mąż musiał przetransportować do Kolbuszowej, a później kilkadziesiąt kilometrów dalej, do mieleckiego szpitala.

Czytaj więcej:

PROBOSZCZ Z KORONAWIRUSEM>>>

Mężczyzna postanowił podzielić się swoją historią, ponieważ jak twierdzi, został źle potraktowany przez służbę zdrowia.

-  Z 21 na 22 sierpnia zadzwoniłem na 112, a później na numer, który mi podano, czyli na nocną opiekę - opisuje przebieg zdarzeń mieszkaniec powiatu kolbuszowskiego. - Przyjechali, podali żonie leki i polepszyło jej się na kilka godzin. Po jakimś czasie żona dostała drgawek i nie mogła ustać na nogach, była bardzo osłabiona. Z 23 na 24 sierpnia dzwoniłem ponownie na 112. Wtedy powiedziano mi, abym zadzwonił raz jeszcze na opiekę nocną. Usłyszałem wówczas, że mam przyjechać z żoną do Kolbuszowej.

- mówi mężczyzna.

Z KOLBUSZOWEJ DO MIELCA!

- Przywiozłem ją. Zrobili żonie szybki test i okazało się, że ma koronawirusa. Wtedy kazano mi ją zawieźć do szpitala do Mielca na oddział zakaźny. Jeżeli wykryto u żony wirusa, żona leci z nóg, nasuwa się pytanie, kto powinien moją żonę zawieźć do szpitala w Mielcu? Nikt się mnie nawet nie zapytał, czy jestem w stanie to zrobić. Czy ja nie jestem osłabiony?

- skarży się mężczyzna.

Finalnie mężczyzna zawiózł swoją małżonkę do szpitala w Mielcu.

PRAWDZIWA GEHENNA

- Pod szpitalem, dzwoniąc do drzwi, mając skierowanie na oddział zakaźny, żona przed drzwiami osuwa mi się z nóg i dalej ode mnie wymagają, żebym określił stan chorej. Jeżeli ja mam skierowanie, to wydaje mi się, że należy ją od razu przyjąć. Lekarz wyszedł i wziął żonę, ale z wózka żona już spadała, bo była w tak złym stanie.

- opisuje dalszy przebieg zdarzeń mężczyzna.

Sprawdź także:

STREFA COVID-19 NA KORSO24.PL>>>

Wzburzony mężczyzna jest zdania, że służba zdrowia nie jest przygotowana na takie sytuacje.

- Czy osoba, u której wykryto tego wirusa znajdująca się w ciężkim stanie, nie powinna zostać przewieziona karetką do szpitala zakaźnego? Ja przeszedłem gehennę.

- żali się Czytelnik.

Jak dodaje mężczyzna, sanepid chciał przeprowadzić z kobietą rozmowę w ramach dochodzenia epidemiologicznego.

- Żeby żona sobie przygotowała informację, na temat osób, z którymi miała styczność. Powiedziałem im, że żona jest w stanie krytycznym i nie będzie udzielać im informacji. Sanepid ma informację, gdzie żona pracuje i sami mogą przeprowadzić dochodzenie. Oni chcą od osoby w stanie krytycznym wyciągać nazwiska i nie wiadomo co jeszcze. To tak postępują nasi urzędnicy? My jesteśmy tak przygotowani na koronawirusa?

- mówi.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zaloguj się aby otrzymać dostęp do treści premium

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE