Reklama

Komentarz detektywa Bartosza Weremczuka do sprawy zaginięcia Marcina Dmytryszyna

Opublikowano: wt, 12 lis 2019 23:57
Autor:

Komentarz detektywa Bartosza Weremczuka do sprawy zaginięcia Marcina Dmytryszyna - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości W związku z artykułem "SKANDAL! "Żyje, jest w Niemczech" - podała TV. Znaleziono go martwego w Holandii" detektyw Bartosz Weremczuk, który pomagał rodzinie Marcina Dmytryszyna w poszukiwaniach, podsumował prowadzone działania celem odnalezienia mieszkańca Nehrybki. Przedstawił również swoją opinię dotyczącą możliwych okoliczności śmierci 27-latka.

O informacji w programie "Ktokolwiek widział, Ktokolwiek wie" na temat tego, iż Marcin Dmytryszyn pracuje w Niemczech, a następnie jego zwłoki zostają znalezione w znacznym stanie rozkładu w Holandii, pisaliśmy tu: SKANDAL! "Żyje, jest w Niemczech" - podała TV. Znaleziono go martwego w Holandii

Do sprawy odniósł się Bartosz Weremczuk, którego komentarz publikujemy poniżej:

Na ten moment nie jest możliwe ustalenie przyczyny i daty zgonu, gdyż brakuje szczegółowej opinii lekarsko-sądowej. Dopiero wyniki sekcji zwłok przeprowadzonej w Polsce pozwolą odnieść się do opinii holenderskich biegłych.

Nie można wykluczyć również tej wersji, że Marcin przebywał na terenie Niemiec po zgłoszeniu zaginięcia przez rodzinę, gdyż informacje przekazywane od informatorów dotyczą okresu historycznego, bezpośrednio po zaginięciu, a nie bieżącego.

Nie wierzę, że młody, zdrowy człowiek zmarł z przyczyn naturalnych, a tym bardziej, że utopił się w rowie melioracyjnym.  

W mojej ocenie do śmierci Marcina przyczyniły się osoby trzecie i należy skupić się na tym aspekcie i poszukiwaniu sprawców umyślnego bądź nieumyślnego spowodowania śmierci.

Nie chcę komentować decyzji rodziny w kwestii wyjazdu do Niemiec i podjęcia bezpośredniej próby ustalenia tożsamości mężczyzny wskazywanego jako Marcin. Jestem w stanie zrozumieć, że rodzice potrafią pogodzić się z nawet tak drastycznymi decyzjami dzieci jak zerwanie kontaktu.

Redaktorzy programu korzystali z własnych źródeł informacji i przedstawili w programie "Ktokolwiek widział, Ktokolwiek wie" wersję, która w ich ocenie była wiarygodna. Należy pamiętać, że nawet najlepsi śledczy czasem popełniają błędy i wprowadzani są w błąd.

Trzeba mieć świadomość, że osoby realizujące program nie mają uprawnień do prowadzenia czynności dochodzeniowo-śledczych i opierają się w dużej mierze na informacjach od informatorów i rodziny. Nie mają możliwości weryfikacji pewnych informacji, gdyż dostęp do nich jest zastrzeżony dla osób mających interes prawny.

Redaktorzy "Ktokolwiek widział, Ktokolwiek wie", z którymi wielokrotnie miałem okazję pracować, są ludźmi o wielkich sercach, pełni empatii i niosą bezinteresowną pomoc. To nie jest program rozrywkowy tylko interwencyjny i angażujący widzów. Redaktorzy będąc w posiadaniu informacji, które mogły wskazywać, że Marcin żyje pochodzących od nie jednego a kilku widzów, zakładam, że uznali iż są one wiarygodne.

Mam nadzieję, że wszystkie zebrane informacje zostaną zweryfikowane przez prokuraturę i pozwolą odpowiedzieć na najważniejsze pytanie, co się stało z Marcinem?

Bartosz Weremczuk, prywatny detektyw.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zaloguj się aby otrzymać dostęp do treści premium

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 2 lata temu | ocena +3 / -3

    Robi

    Panu detektywowi mieszają się fakty. Marcina nie było w Niemczech. A program KWKW nie powinien podawać niesprawdzonych informacji. Nawet strony i grupy na FB o zaginionych nie podają niesprawdzonych informacji. A Wy się uważacie za profesjonalistów. Trzeba wziąć na klatę fakty, pochylić głowę i powiedzieć "PRZEPRASZAM". Ale to jakby za du... Rozwiń