Reklama

Czeka nas scenariusz australijski? "Spłonęło ponad 230 hektarów lasu na Podkarpaciu" [WYWIAD]

Opublikowano:
Autor:

Czeka nas scenariusz australijski? "Spłonęło ponad 230 hektarów lasu na Podkarpaciu" [WYWIAD] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Podkarpaciem, a właściwie całą Polską zawładnęła susza i nikt nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Brak zimy i zbyt mała ilość opadów deszczu, doprowadziły do potężnego spadku wilgoci - również w lasach. Z tego powodu w całym kraju dochodzi do olbrzymich pożarów terenów zielonych. Czy w 2020 roku czeka nas scenariusz australijski? Czy Polska będzie zmagać się z olbrzymimi pożarami i stratami w terenach zielonych? Jak przygotowana jest na to straż? Zapytaliśmy bryg. mgr inż. Marcin Betleja, rzecznika prasowego Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego PSP.

Czy możliwym jest, aby nasze województwo lub cały kraj czekał scenariusz australijski? W 2019 roku w Australii z powodu suszy doszło do olbrzymich pożarów terenów zielonych. Już teraz na Podkarpaciu spłonęło co najmniej 50 hektarów lasu i terenów zielonych. Czy w tym roku może nas czekać jeszcze więcej pożarów?

- To całkiem inny typ pożarów. W Australii płonął głównie busz. Tamtejsza roślinność jest niezwykle łatwopalna. Oczywiście, u nas także w wyniku suszy dochodzi do pożarów, jednak myślę, że nie będą one miały takich rozmiarów, jak te w Australii. Rzecz jasna każdy z tych pożarów jest niezwykle trudny dla środowiska, jak i dla nas - użytkowników lasu. Natomiast miejmy nadzieję, że aż coś takiego nam nie grozi. Nie ta grupa pożarów, roślinności. Jednak pożarów lasu na Podkarpaciu w tym miesiącu odnotowaliśmy już 160, zatem spłonęło to nie tyle 50 hektarów, co ponad 230 hektarów. Z ogniem walczyło 3000 strażaków z naszego regionu, zarówno PSP, jak i OSP. Jeśli chodzi o trawy, to w tym miesiącu odnotowaliśmy 1500 ich pożarów na łącznej powierzchni około 720 hektarów. Do walki z ogniem zaangażowanych było prawie 14 tysięcy strażaków z naszego województwa.

A co z lasami iglastymi? Czy właśnie to nie ten typ drzew jest najbardziej narażony na pożary?

- Słyszałem wypowiedź leśnika w mediach, który stwierdził, że nie wyobrażał sobie, żeby aż młodnik iglasty płonął takim żywym ogniem. Z reguły pożary zatrzymywane były właśnie przez młodniki. Teraz jednak faktycznie jest tak sucho, że nawet one płoną. Zresztą, ogniem ogarnięty został Park Narodowy [Biebrzańskiego - przypis red.], który jest terenem podmokłym i teoretycznie trudno sobie było wyobrazić tam tak wielki pożar. W tej chwili jest jednak taka susza, że funduje ona nam nawet takie zdarzenia. 

Niedawno policja ujęła podejrzanego, który prawdopodobnie zaprószył ogień w lesie na terenie powiatu mieleckiego, doprowadzając tym samym do pożaru. Czy faktycznie często przyczynami pożarów są celowe podpalenia?

- Taka jest smutna prawda, że główną przyczyną pożarów jest człowiek, który nieumyślnie zaprószył ogień bądź wręcz umyślnie doprowadził do podpalenia - z reguły trawy. Tak jak mówimy od lat, taki pożar niezwykle niebezpieczny. Wydawałoby się, że jedynie kawałek trawy spłonie, ale ogień rozprzestrzenia się dosłownie z prędkością wiatru i zgodnie z jego kierunkiem. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć podmuchów wiatru, a niesione przez niego iskry na odległość nawet kilkadziesiąt metrów mogą powodować w dalszych miejscach punkty ognia. Często przechodzi to w pożary lasu, nie mówiąc o tym, że ogień może przenieść się na torfowiska, a te są niezwykle trudne do ugaszenia, ponieważ torfy mogą zalegać nawet kilka metrów wgłąb ziemi. Torf przy normalnej wilgotności pali się bardzo trudno, ale kiedy jest suchy, to jest bardzo łatwy do podpalenia. Używany był zresztą kiedyś, jako substancja łatwopalna. Wobec czego pożary torfowisk wchodzą wgłąb, nie są widoczne z zewnątrz, a ogień może tlić się miesiącami od czasu do czasu wychodząc na zewnątrz i powodując podpalenia następnych połaci.

Niedawno polski rząd ponownie otworzył dla nas lasy i parki. Jednak z powodu suszy nawet zwykły niedopałek rzucony w poszycie leśne może doprowadzić do wybuchu pożaru, prawda? Na co powinniśmy zwrócić uwagę wchodząc w tym okresie do lasu, aby nawet przez przypadek nie zaprószyć ognia?

- Za Państwa pośrednictwem zwracam się o ogromną ostrożność i rozwagę osób, które przebywają w lasach lub do nich się wybierają. Między innymi właśnie dzięki temu, że zostały zniesione obostrzenia epidemiologiczne - o rozwagę, przy tak niskiej wilgotności ściółki. Pamiętajmy, że ocena wilgotności ściółki, zamykanie i otwieranie lasów jest domeną Lasów Państwowych, nie rządu czy PSP. Przy tak niskiej wilgotności ściółki, przedmiot, który ma niespełna 300 stopni Celsjusza może doprowadzić do zaprószenia ognia, a w tego efekcie groźnego w skutkach pożaru.

Strażacy walczą nie tylko z ogniem w lasach, ale również na naszych polach i działkach. Choć co roku przypominamy - zarówno my, media, jak i PSP oraz OSP o tym, iż wypalanie traw jest nieodpowiedzialne, ludzie wciąż to robią. Jak Pan myśli - co może przekonać wypalaczy, żeby zaniechali swoich działań? Zwłaszcza teraz, w okresie suszy.

- Absolutnie nie mam pojęcia. My prosimy, błagamy, apelujemy, aby tego nie robić. Podpieramy się doniesieniami naukowców z różnych dziedzin i branż - w tym rolnictwa. Myślę, że każdy świadomy rolnik wie, że wypalenie trawy jest absurdalnym czynem, dosłownie niszczącym ziemie. Sądzę, że rolnicy bardzo rzadko to robią. W większości przypadków może być to próba pójścia na łatwiznę przy sprzątaniu nieużytków, zarośli, krzaków, chwastów. Lenistwo, głupota, brak wyobraźni, wybryki chuligańskie i nieostrożność. Ktoś przejeżdża samochodem, wyrzuci niedopałek papierosa przez okno i nawet nie zdaje sobie sprawy, że może on spowodować w przeciągu kilku minut bardzo groźny w skutkach pożar. Po raz kolejny - apeluję o ostrożność.

Jak straż przygotowuje się na okres suszy, kiedy rośnie nam ryzyko pożarowe?

- Specjalnych przygotowań nie mamy. Służy tylu strażaków, ilu służy na co dzień. Siłami i środkami własnymi oraz województwa, dajemy radę. Oczywiście - patrząc na pożar Biebrzańskiego Parku Narodowego, to do dyspozycji mamy w razie czego strażaków z całej Polski w ramach Centralnego Obwodu Operacyjnego i Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. W ten sposób jesteśmy przygotowani. Ten system działa, funkcjonuje i spisuje się na medal. Jesteśmy w stanie pomagać nawet ludziom za granicą, jeśli zachodzi taka potrzeba.

 

Czy do pożaru lasu w Obojni była potrzeba ściągania jednostek także z poza naszego województwa?

- Nie, strażacy z naszego województwa poradzili sobie z pożarem. Jego ugaszenie to jednak jedno, druga rzecz, to pilnowanie pogorzeliska i właśnie to o czym mówiłem - aby nie doszło do ponownego rozgorzenia pożaru. Czyli próba przewidzenia, gdzie może wyjść ogień z torfowisk, dogaszanie, przelewanie wodą i pilnowanie. Jak na razie w Obojnie udało nam się ugasić ten ogień i nie ma tam zagrożenia. Oczywiście, wszystko zależy od ludzi - od tego, co będą robić, ale tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. To są bardzo trudne do ugaszenia pożary. Z reguły w terenach trudno dostępnych, a czasem niedostępnych. Mamy jednak specjalistyczny sprzęt, mamy samochody, ale mimo wszystko nie wszędzie tymi pojazdami dotrzemy. Czasem musimy rozwijać dosłownie kilometry węży i z tymi wężami biegać. Wodę dowozimy z ujęć po kilka kilometrów, bo wiadomo, że sieci hydraulicznych w lasach nie ma. Tak że to nam sprawia największą trudność - dlatego te pożary są tak niełatwe do opanowania.

A co z samolotami? W olbrzymich pożarach czasem zadysponowane są Dromadery. Czy są właśnie takim "wytrychem" do gaszenia ognia w trudno dostępnych miejscach?

- Tak, proszę jednak pamiętać, że Dromadery są samolotami Lasów Państwowych. To są niezwykle użyteczne środki podczas gaszenia tego typu pożarów. Zrzucają ogromną ilość wody jednorazowo w dane miejsce. Mogą one dotrzeć na tereny, na które my nie jesteśmy w stanie dojechać. Piloci Dromaderów wykazują się niezwykłym kunsztem pilotażu, doskonałym opanowaniem maszyny. W końcu nad pożarami są zawirowania powietrza, potężne różnice temperatur i nad tym wszystkim piloci muszą panować. Często dochodzi do niskich przelotów, aby precyzyjniej wykonać zrzut wody. To jest karkołomny wyczyn, który zawsze obserwuję z zapartym tchem, jeżeli tylko takie środki zostają zadysponowane i trzymam kciuki za tych pilotów. I oczywiście bardzo serdecznie dziękujemy im za pomoc.

Czyli PSP współpracuje z Lasami Państwowymi podczas pożarów lasu?

- Ależ oczywiście, że tak. Korzystamy z pomocy Lasów Państwowych. W ich sztabach są pracownicy, którzy pomagają nam określić miejsca, wskazują najłatwiejsze drogi dojazdu, pokazują ujęcia wody. Oni znają te lasy, jak własną kieszeń - bez nich absolutnie nie poradzilibyśmy sobie przy tych pożarach.

Straż z powodu pandemii koronawirusa ma również wiele dodatkowych zadań, prawda? To musi być trudny okres dla strażaków – liczne pożary traw i lasów, a dodatkowo jeszcze pandemia. Jak PSP radzi sobie z pogodzeniem nowych obowiązków ze starymi?

- Tak, ale działamy nie tylko przy pożarach. Są jeszcze wypadki samochodowe - mamy całe spektrum działań, które zostały przyćmione doniesieniami o koronawirusie i pożarach lasów. Dajemy jednak radę, mamy na tylu funkcjonariuszy, że jesteśmy wydolni bez problemu. Pomagają nam bardzo mocno strażacy-ochotnicy, których jest cała rzesza - szczególnie w naszym rejonie, na Podkarpaciu. Wspaniali ludzie, którzy są na co dzień do naszej dyspozycji i wyjeżdżają do akcji. Dajemy radę, jest dobrze.

No właśnie, co z tymi wypadkami? Natężenie ruchu z powodu pandemii znacząco zmalało. W samym marcu spadło o ok. 45%, o ile dobrze pamiętam. Czy to przekłada się na mniejszą ilość zdarzeń drogowych?

- Jest ich chyba mniej, ale myślę, że policja byłaby tutaj lepszym źródłem, mają dokładne dane, my nie jeździmy do wszystkich zdarzeń drogowych. Jednak tych tragicznych wypadków moim zdaniem jest  nieco mniej. Szkoda, że potrzebowaliśmy koronawirusa, aby chociaż te statystyki poprawić. Oczywiście, policja cały czas zatrzymuje wariatów drogowych, którzy korzystają z mniejszego natężenia ruchu, pustych ulic, dróg i autostrad, próbujących wycisnąć ostatnie konie mechaniczne w swoich samochodach i się rozpędzić. My apelujemy cały czas, żeby tego nie robić. Jednak zawsze będziemy dostępni - wyciągniemy takiego człowieka z wraku jego pojazdu, spróbujemy udzielić mu pomocy. 

Jak my - zwykli obywatele, możemy pomóc strażakom w tak trudnych dla nas wszystkich czasach? Czego straż może potrzebować? Co możemy zrobić i co najważniejsze - jak nie zaszkodzić PSP i OSP?

- Dobre pytanie - wie Pan, na pewno pomocą będzie ostrożność, rozwaga i posiadanie oczu dookoła głowy. Przestrzeganie zaleceń, o których mówimy i którymi próbujemy dotrzeć do ludzi, tak że za Państwa pośrednictwem. Pomocne będzie wykazywanie się postawą obywatelską, pilnowanie siebie, przestrzeganie przepisów pożarowych oraz obostrzeń. Jeśli Lasy Państwowe wprowadzą zakaz wchodzenia do lasów, to absolutnie musimy się tego trzymać. To nie jest niczyje widzimisię, robienie komuś na złość, to dobrze przemyślane postępowanie, aby chronić nasze lasy. Poza tym, cóż - cieszymy się zaufaniem, cieszymy się z dobrych opinii społeczeństwa, to nam zawsze sprawia dużą radość. To chyba jedyne o co możemy prosić i za co możemy podziękować. Dziękujemy za słowa wsparcia, uznania na co dzień.

Zobacz również:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zaloguj się aby otrzymać dostęp do treści premium

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE