Reklama

Atak na reżyserkę teatralną? Policja twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca

Opublikowano:
Autor:

Atak na reżyserkę teatralną? Policja twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Wersja, którą usłyszeliśmy od reżyserki teatralnej różni się od tego co przekazała nam Komenda Miejska Policji w Rzeszowie. Gdy kobieta udała się na policję złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, policjanci "odesłali ją z kwitkiem”.

Sytuacja miała miejsce 28 października. Reżyserka Katarzyna Szyngiera (autorka takich spektakli jak: "Lwów nie oddamy", "Feinweinblein" oraz "Świadkowie albo nasza mała stabilizacja") wracała wraz z czterema koleżankami z protestu. Nagle przy ul. Sokoła w ich stronę zaczęła bieg grupa mężczyzn. Przestraszone kobiety wbiegły do restauracji „Parole”. 


CZYTAJ TAKŻE:

Informacje z Podkarpacia


Wersja reżyserki

Zdaniem Katarzyny Szyngiery, zanim kobiety wbiegły do restauracji, mężczyźni krzyczeli w ich stronę obraźliwe hasła. Jeden z tekstów był skierowany do niej i brzmiał: „zdejmij to ty sz**to, ty ku**o”. 


- Chodziło im o tęczową flagę, która miałam zawieszoną na plecach. 


- wyjaśniała wówczas reżyserka. 

Gdy kobiety wbiegły do środka restauracji, pracownicy zamknęli drzwi. Później napastnicy mieli uderzać pięściami w drzwi lokalu i wykrzykiwać wulgarne teksty. Wezwano policję. Przed przyjazdem funkcjonariuszy, których wezwała obsługa, mężczyźni zdążyli uciec a policjanci, którzy przybyli na miejsce, nie planowali poszukiwań. Odprowadzili kobiety do samochodu i w ten sposób zakończyli zgłoszenie. 

Katarzyna Szyngiera nie dała za wygraną. Zdobyła nagranie z monitoringu restauracji i udała się na komendę, aby złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.  Policja nie przyjęła jej zgłoszenia. 


CZYTAJ TAKŻE: 

Przemyska wojenka o LGBT


Wersja policji

W rzeszowskiej komendzie usłyszeliśmy, że nie było jakichkolwiek przesłanek do rozpoczęcia śledztwa. Ich zdaniem nie doszło do jakiegokolwiek naruszenia nietykalności cielesnej. 

- Policjant rozmawiający z panią stwierdzi, że na nagraniu nie widać, żeby doszło do pobicia lub naruszenia nietykalności cielesnej. 


- tłumaczy Adam Szeląg, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. 

To nie wszystko. W rozmowie z rzecznikiem usłyszeliśmy, że kobieta nie podała jakichkolwiek innych przesłanek, świadczących o chęci ataku tych mężczyzn na kobiety. Policja twierdzi, że nie ma pewności czy mężczyźni biegli właśnie za reżyserką i jej koleżankami. Co innego twierdzi druga strona.  

- Byłam na policji. Nie przyjęli zgłoszenia. Nie widzieli zagrożenia. O wszystkim im mówiłam, włącznie z krzykami skierowanymi w naszą stronę. Brak mi słów. 


- słyszymy od Katarzyny Szyngiery.

- Do niczego nie doszło. Nie było żadnego kontaktu fizycznego. Ta pani nie umiała wskazać innych przesłanek, jak chociażby groźby karalne kierowane w ich stronę.


- twierdzi Adam Szeląg dodając:


- Mimo pytań nie potrafiła wskazać policjantowi podstaw do rozpoczęcia sprawy. 


Policja nie ma sobie nic do zarzucenia. Poszkodowana kobieta twierdzi inaczej. 


- Jeżeli policja chce ich chronić, a nie nas, to jest przykre. Czuje się upokorzona. Widzieli, że 17 mężczyzn nas goni i nic z tym nie zrobili. 


- podsumowuje reżyserka.

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zaloguj się aby otrzymać dostęp do treści premium

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE