Pomocy GOPR-owców potrzebowało małżeństwo, które pomimo tego, iż było świetnie przygotowane na górską wędrówkę w zimowych warunkach (mieli zapas ubrań w plecaku, ciepłą herbatę, itp.) nie poradziło sobie z trudami wędrówki.
W górach panowały bardzo trudne warunki: dość silny wiatr, niska temperatura i duża wilgotność. Do tego intensywne opady śniegu, które w połączeniu z silnym wiatrem spowodowały, iż na szlaku były miejsca wywiane do zera jak i z ponad metrową pokrywą.
Para nie miała ze sobą rakiet śnieżnych, ani nart i mężczyzna torując drogę w okolicy Halicza osłabł na tyle, że nie mógł już kontynuować marszu. Wówczas zadzwonili po pomoc. Ratownik zbierając wywiad poprosił poszkodowanych m.in. o podanie numeru czerwonej tyczki ustawionej na szlaku przez Bieszczadzki Park Narodowy i dzięki temu ratownicy mogli szybko ustalić ich dokładną pozycję. (...) CZYTAJ DALEJ - ZOBACZ ZDJĘCIA>>
Komentarze (0)